profesor Bogusław Śliwerski

Nowe zasady sprawowania nadzoru pe­dagogicznego nad szkołami w praktycz­nym wykonaniu osłabiają zamiary, jakie towarzyszyły ich wprowadzaniu w życie. Do szkół przychodzą ewaluatorzy, czy­li wywiadowcy z kuratorium oświaty, któ­rych zadaniem jest sprawdzenie, jaka jest prawda o szkolnej rzeczywistości, kto ją reprezentuje i gdzie ona leży. Ponoć mia­ły to być specjalnie przeszkolone osoby, z zapewne wizytatorskim doświadcze­niem, żeby przypadkiem nauczyciele, uczniowie czy rodzice nie wciskali im kitu. w wyniku przeprowadzonej na miej­scu lustracji, edukacyjnego dochodzenia, mającego na celu wykrycie mocnych i sła­bych stron placówki oświatowej, powin­na powstać sumaryczna ocena, lokująca szkołę na jednym z kilku szczebli oświatowej drabiny, a że wejście na drabinę tak naprawdę zależy nie tylko od tego, kto to czyni, ale także od tego, kto i jak ją skon­struował, to i ocena szkół musi być wy­padkową tych dwóch czynników.

Niestety, nauczycielom wmawia się, że to oni są sprawcami swojego losu i jak so­bie pościelą, to w takich warunkach sobie popracują. Nikt dzisiaj nie ma czasu na to, by spokojnie, bez pośpiechu poobser­wować zajęcia, jakie pedagodzy prowadzą z dziećmi, zęby porozmawiać z nimi i z ich uczniami o przebiegu lekcji, o tym, jak się przygotowywali do niej, co zamierza­li osiągnąć, na co chcieli zwrócić szczegól­ną uwagę, co ich zaskoczyło w trakcie jej realizacji, a czego im zabrakło, dzięki cze­mu spędzona z uczniami godzina mogłaby być bardziej interesująca, a ze względu na co nie udało się jeszcze zrealizować pewnych celów, itd., itd. Być może kilkukrot­na obecność ewaluatora w szkole w trak­cie zajęć, w czasie przerw międzylekcyjnych, prowadzonych działań pozaszkol­nych i pozalekcyjnych, spotkania i szcze­re rozmowy z uczniami, ale przy okazji wspólnych z nimi zabaw czy realizowa­nych z nimi projektów dałyby więcej świa­tła prawdy o procesach edukacyjnych, niż uwielbiany przez nadzór sondaż diagno­styczny.

Warto zatem przyjrzeć się drugiej stro­nie procesu ewaluacyjnego, czyli narzę­dziom, za pomocą których wizytatorzy usiłują ocenić jakość szkolnej edukacji. Jednym z nich jest kwestionariusz wywia­du ze skategoryzowanymi w nim odpo­wiedziami. To znaczy, że jego anonimo­wy autor (z kuratorium czy z MEN?) nie przewidział innej odpowiedzi na określo­ne pytanie, aniżeli te, które sam wymy­ślił, albo jej sobie po prostu nie życzy. A że wymyślił, to nie ulega wątpliwości, bo z prawdą o szkole nie mają one nic wspólnego. Niestety, ewaluator przepy­ta nauczycieli z osobna i zaznaczy jedną, wskazaną przez nich odpowiedź. Co mają zrobić? Mogą co najwyżej wzruszyć ramionami i pokiwać z politowania głową, że muszą być konfrontowani z taką „nę­dzą epistemologiczną”. Na 36 pytań tylko 10 stanowią tzw. pytania otwarte, pozwa­lające nauczycielom na swobodną, szcze­rą wypowiedź na sformułowaną kwestię np.: w jaki sposób uczniowie uczestniczą we współtworzeniu i modyfikowaniu działań wychowawczych? Proszę podać przykłady; albo – Jakie zmiany w ofercie szkoły zostały wprowadzone, by umożliwić uczniom pełniejszy rozwój? Mądry nauczyciel i tak będzie wiedział, jak na te pytania odpowiedzieć, gdyż zawierają one w sobie częściowo poprawną odpowiedź. Trzeba zatem dopasować treść wypowie­dzi do oczekiwań wizytatora. Papier jest cierpliwy, wszystko przyjmie. Ewaluator chyba też.

Natomiast 26 pytań, w dużej mierze mających charakter pytań rozstrzygnięcia, czyli zobowiązujących do udzielenia od­powiedzi – „tak” lub „nie” (czyli najmniej wartościowej poznawczo), dotyczy kwestii fundamentalnych. Kogo on jednak obcho­dzi? Oto na pytanie: Czy w szkole planu­ je się procesy edukacyjne? prosi się o wy­bór jednej odpowiedzi. To oczywiste, że w szkole „planuje się”, tak jak w domu „sprząta się”, w sklepie „kupuje się”, a w WC – „załatwia się”. Tylko po co komu taka odpowiedź? Inne pytanie jest bardziej genialne, bowiem brzmi tak: Czy szko­ła zapewnia Panu(i) możliwość korzystania z potrzebnych podczas zajęć pomocy dydaktycznych? Tu także prosi się respon­denta (nauczyciela) o udzielenie jednej odpowiedzi, ale spośród aż czterech moż­liwych! Oto one: zdecydowanie tak; raczej tak; raczej nie; zdecydowanie nie. Brawo! Autor! Autor! Autor! Niech się ujawni! Niech wytłumaczy, co mu przyjdzie z od­powiedzi, że „raczej tak” albo „raczej nie”.
Na czym polega zapewnienie przez szkołę (czyli przez kogo?) możliwości „raczej ko­rzystania z potrzebnych podczas zajęć po­ mocy dydaktycznych? i na tej podstawie ma być wystawiona szkole ocena: A, B, C, D lub E? eeeeeee

 

źródło: EduFakty Nr 05 styczeń 2011