Archiwum dla Grudzień, 2011

Od alchemii do bloga – „Cewebryci – sława w sieci”

Recenzje

Przez tysiąclecia ludzie szukali czegoś, co pomoże im pokonać śmierć. Jednym wystarczała wiara w życie wieczne, inni – jak Gilgamesz – wyruszali na poszukiwanie „ziela życia”, które miało zapewnić im wieczne trwanie. Aleksander Wielki poszukiwał „żywej wody”, a średniowieczni alchemicy mieszając różne zioła próbowali stworzyć eliksir młodości. Wszystkim im przyświecało jedno pragnienie: nieśmiertelność. To samo dążenie motywuje także współczesnych poszukiwaczy sławy. Tę też tematykę podejmuje w swojej książce pt. „Cewebryci – sława w sieci” Michał Janczewski.

W pierwszym rozdziale swojej pracy, stanowiącym niejako diagnozę kondycji współczesnego człowieka, Janczewski bardzo obrazowo przedstawia „pokolenie Ja” postrzegające życie jako bar szybkiej obsługi z gwarancją sukcesu i sławy oraz dostawą do domu. Jak podaje autor, głębokie przekonanie, iż: „pewnego dnia będę sławny” żywi dziś 60% Amerykanów przed 30. rokiem życia, a programy typu reality show dodatkowo utwierdzają ich w przekonaniu, że sława stoi przed nimi na wyciągniecie ręki, wystarczy tylko, że po nią sięgną. Zatem „pokolenie Ja” pragnie bogactwa, sukcesu i sławy i to najlepiej tu i teraz. Zdaniem niektórych psychologów z takiego właśnie nastawienia do życia wyrasta prostytucja nieletnich. Tak też – jako skutek nieumiejętności odłożenia gratyfikacji w czasie – niektórzy ekonomiści definiują przyczynę obecnego kryzysu gospodarczego.

Jednocześnie w ostatnich latach nastąpił gwałtowny wzrost samobójstw i zachorowań na depresję (dziś to trzecia, najczęstsza przyczyna śmierci wśród osób w wieku 15-24 lat). Czyż nie jest to swoisty paradoks? Mamy wysokie poczucie własnej wartości (albo przynajmniej dobrze udajemy), komputery, ipody, najnowszą technologię, a jednocześnie jesteśmy pokoleniem, które najdotkliwiej doświadcza lęku, stresu, przygnębienia i depresji, gdy w którymś momencie swojego życia boleśnie odkrywamy, że wbrew temu, czego uczono nas na różnych kursach „odkrywania swojego potencjału”, nie zrealizujemy w życiu wszystkich swoich pragnień, marzeń i aspiracji. Stąd frustracja, załamanie i wzrost sprzedaży prozacu.

Bezdomny kierowca tira, obdarzona obfitym biustem nauczycielka angielskiego z Rosji, próbująca przyciągnąć uwagę wyglądem, tańczący podróżnik, była narkomanka i śpiewaczka operowa, cyfrowi trubadurzy… Barwny korowód postaci przypominający karnawał w Rio. Co łączy wszystkie te osoby przedstawione przez Janczewskiego w drugim rozdziale jego pracy? Każda z nich zgromadziła wokół siebie liczną, czasem nawet wielomilionową publiczność. Jednocześnie są to osoby, które ze względu na swoje predyspozycje osobowościowe nie miałyby raczej szansy na to, by zaistnieć w tradycyjnych mediach. Internet umożliwił przełamanie monopolu mediów opartych na relacji „jeden do wielu”. Już nie osobowość, charakter, kreatywność czy osiągnięcia życiowe, lecz wygląd, atrakcyjność seksualna i skandaliczność stały się substytutem wyżej wymienionych cech, choć gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że również konwencjonalne media odchodzą ostatnio od tego ideału, porzucając etos na rzecz rozgłosu i wysokiej oglądalności.

Czy czas bohaterów przekraczających siebie, własną małostkowość, poświęcających życie dla jakiejś wyższej idei już definitywnie przeminął? Czy jedyne, co jesteśmy dziś w stanie wyprodukować, to pozbawiony duchowej głębi celebryta lub też jego internetowy odpowiednik cewebryta? Czy jeśli pragniemy przeżyć sensownie swoje życie, możemy być prawdziwymi ludźmi, którzy czytają, studiują, uprawiają sporty, eksplorują świat i nie boją się podejmować w życiu wyzwań czy też pozostaje nam już tylko konstruowanie sztucznej tożsamości, nie tyle rzeczywisty obraz nas, co marketing, kreacja postaci na użytek innych – w domu, pracy, szkole…? Niestety, na to pytanie każdy z nas musi już odpowiedzieć sobie sam.

Katarzyna Pelczarska
Cewebryci – sława w sieci, Michał Janczewski, Impuls, recenzja
http://www.ksiazka.net.pl/

 


Michał Janczewski „Cewebryci. Sława w sieci” – recenzja

Katarzyna Szczepaniak – Kto z nas choć przez chwilę nie zastanawiał się, jak to jest być sławnym? Kto z nas choć raz nie czytał plotek o życiu celebrytów? Jeśli, drogi Czytelniku, choć na jedno pytanie odpowiedziałeś „tak, też to robiłem” – książka Michała Janczewskiego jest dla Ciebie.

 

Michał Janczewski

Sławnym być!

Pojęcie „cewebryty” oznacza człowieka, który popularność zyskał za pośrednictwem i w obrębie internetu. Czym jednak jego popularność różni się od popularności gwiazdy kina czy muzyki?

 

Wstępem do rozważania zjawiska cewebrytów i porównywania ich sylwetek z postaciami showbiznesu, dla Janczewskiego staje się wszechstronne zbadanie tematu samej sławy i mechanizmów nią rządzących. Przywołuje szereg teorii, przyjemność płynącą z oglądania celebrytów wyjaśniając m.in. instynktami biologicznymi. W zaskakująco przystępny sposób opisuje mechanizmy psychologiczne, odkrywając przed czytelnikiem wiele z tych obszarów, nad którymi na co dzień się nie zastanawia. A okazują się one kluczowe, gdyż w pewien sposób determinują nasze postrzeganie świata. Co więcej – w pełni świadomie wykorzystywane są przez specjalistów od marketingu. „Cewebryci” Michała Janczewskiego nie tylko więc skupiają się na zagadnieniu internetowej popularności, ale również wnikają głęboko w schematy funkcjonowania mediów.

Każdy będzie sławny przez 15 minut

Postaci cewebrytów udowadniają, że normalny, szary człowiek choć na chwilę może zdobyć upragnioną sławę. Sławę, która w rozumieniu wielu ludzi ma przynieść szczęście i wolność. Sławę, którą zaskakująco łatwo zdobyć można za pośrednictwem cudownego wynalazku, jakim jest internet. Choćby trwała tylko przysłowiowe 15 minut.

 

Janczewski przytacza anegdotyczne historie wybranych cewebrytów, przedstawia ich drogę do popularności, sposób kreowania marki, jaką się stają, cytuje bardziej znaczące wypowiedzi. Wśród opisywanych postaci znajduje się m.in. Matt – chłopak, który tańczył w kilkudziesięciu miejscach na całym świecie i Marina – dziewczyna, wykorzystująca swój urok osobisty do tworzenia filmików, wyjaśniających pochodzenie konkretnych angielskich słów.

 

CeWbrysi

CeWbrysi

 

Historie cewebrytów, z całym ciepłem od nich bijącym, często wywołują na twarzy czytelnika uśmiech. Bywają jednak też przestrogą – nie każdy jest w stanie „okiełznać tygrysa” (jak ujmuje to autor) – poradzić sobie z nagłą popularnością, a przede wszystkim – z docinkami i żartami nieodłącznie z popularnością związanymi. Nie wszystkie historie są też pokrzepiające. Wśród cewebrytów zdarzają się ludzie, których życie ciężko doświadcza.

 

Polacy nie gęsi, swoich cewebrytów mają

W książce Janczewskiego jedynym polskim akcentem jest postać cewebryty – pana Grzegorza, byłego żołnierze PRL. A przecież polskich sław internetu jest więcej! Zarzucać więc można autorowi, że zbytnio skupia się na zagranicznych cewebrytach, nie dostrzegając własnego podwórka. Zarzucać mu można zapatrzenie w obce wzorce i niedocenianie tego, co dzieje się w Polsce. Poznając jednak sylwetki opisywanych postaci dojść można przede wszystkim do innego wniosku – polscy cewebryci wiele jeszcze muszą się nauczyć.

 

Zamiast podsumowania

Największą siłą książki „Cewebryci” jest idealne wyważenie pomiędzy anegdotycznymi historiami bohaterów a solidnie zarysowanymi teoriami naukowymi. Pomiędzy humorem, wzruszeniem i teoretycznym konkretem. Wreszcie – pomiędzy rozrywką a wiedzą. Dlatego też książka Janczewskiego zainteresuje zarówno osoby, które szukają relaksujących ciekawostek, jak i tych zafascynowanych mediami i kierunkami ich rozwoju. Zamiast podsumowania powiem więc tylko: „Cewebryci” oficjalnie otrzymują znaczek „Kasia poleca”.

 

źródło: http://www.students.pl/


 

CeWEBryci – sława w sieci – recenzja Segritta

 

Książki oceniamy po okładce, czy tego chcemy czy nie. Możemy odżegnywać się o tego, ale na naszą decyzję o kupnie książki wpływa estetyczność obrazka lub zdjęcia pod tytułem, gatunek czcionki, grafika, rodzaj papieru, kolory, grubość, sztywność okładki – no i przede wszystkim opis treści z tyłu książki. Przy okazji – zawsze mnie wkurzały opisy będące jeno cytatem. Ja tu lubię mieć wszystko na tacy: zdjęcie autora, krótka notka biograficzna, opis tego co w środku i ewentualnie recenzje pisane przez autorytety lub media. Czemu o tym wspominam? Ano dlatego, że CeWEBryci mają fatalny opis. Opis, po którym nie sięgnęłabym po tę książkę w księgarni. I miałabym czego żałować, bo to, co się znajduje pod okładką, jest świetnie napisane.

 

CeWEBryci są pracą naukową Michała Janczewskiego, absolwenta warszawskiej SWPS, ale akademickość czuć właściwie tylko w upierdliwych przypisach bibliograficznych. Poza nimi, czytanie CeWEBrytów jest równie wciągające co oglądanie dobrego programu na Discovery. Michał napisał mi, że nie afiszuje się z faktem, że to praca naukowa, bo obawia się, że tak zniechęci czytelnika. Michale… człowieku małej wiary… :) To jest właśnie przewaga tego tekstu nad masą amatorskich artykułów, śliskich opracowań w wikipedii i bestsellerów pseudogwiazdek. W CeWEBrytach nie ma miejsca na brednie. Tu każda informacja jest sprawdzona, toerie są wsparte autorytetami z psychologii, kulturoznawstwa i socjologii, każdy przykład ma swoje źródło. A ponieważ autor od początku myślał o wydaniu książki, użył stylu popularno naukowego, by naprawdę każdy internauta mógł odnaleźć frajdę w czytaniu.

 

Ale nie każdemu polecam CeWEBrytów. Przede wszystkim nie polecam jej obrazkowcom, bo ilustracji w książce nie ma (i przyznam, że bardzo mi ich brakowało). Literkofobicy powinni obchodzić to wydanie z daleka, nawet jeśli czytają pudelka i znają wszystkie memy internetowe. Jeśli natomiast interesujecie się psychologią, mechanizmami, które nami kierują i bardzo ciekawymi teoriami opartymi na zaskakujących eksperymentach; chcecie dowiedzieć się, co decyduje o tym, że ktoś staje się sławny (i w związku z tym: jak zostać sławnym :) ); Lubicie ciekawostki z historii, kulturoznawstwa i mediów, które niekoniecznie są związane z głównym tematem książki; CeWEBryci to pozycja obowiązkowa (zawsze mi się podobało wyrażenie „pozycja na rynku wydawniczym”. Aż się prosi włożyć palec do buzi, zrobić oczy kota ze Szreka i spytać „a jak to jest na ceWEBrytę?”).

 

Jeszcze jedno: to nie jest książka, którą połkniecie w noc, bo nie będziecie się mogli oderwać mimo że o 6 rano musicie zacząć dużyr w wieży kontroli lotów. Próbowałam tak ją czytać, ale niestety przegrała ze „Starciem Królów” Martina… Praca Michała to nie je bajka do poduszki. To jest po prostu świetnie napisany artykuł na 220 stron. Lektura rano do śniadania i w kawiarni, czekając na koleżankę, z powodzeniem zastąpi kika numerów Focusa. I warto ją przeczytać teraz, póki pamiętamy te wszystkie internetowe gwiazdki i gwiazdy a Segritta jeszcze pisze. Kto wie, co nowego nas zaleje za pięć lat.

 

A tu przykład ceWEBrytów poddanych gruntownej analizie w książce. Na czym polegał ich sukces? Jak zaczynali? Kim są?

źródło: http://segritta.blox.pl/

 

CeWbrysi