Każdy głęboki przełom polityczny, gospodarczy znany pod nazwą „transformacja ustrojowa” związany jest także z przemianami zachodzącymi w kondycji społecznej. Przemiany te dotyczą wszystkich sfer ludzkiej aktywności. Dotyczy to także, a może przede wszystkim praktyki pedagogicznej i edukacji.

Zbiór artykułów zatytułowany „Pedagogika postu”, to antologia bardzo ważnych tekstów wprowadzających nas w meandry skomplikowanych problemów związanych z przemianami zachodzącymi w obszarze myślenia o wychowaniu i praktyce edukacyjnej.
Autorzy próbują przeanalizować problemy związane z pedagogiką transformacyjną; zawieszoną między pierwszymi reformami, a ich ostatecznym docelowym kształtem. Ta pograniczność zmian dotyczy bardzo wielu nowych propozycji edukacyjnych. To również czas decyzyjnego przesilenia, gdzie często polityczne naciski czy wręcz wyborcze obietnice wywierały na nie zgoła odwrotny efekt od zamierzonego. Powstały wówczas projekty przejściowe, oparte na często mylnych założeniach, mające postać wręcz eksperymentu  dokonywanego na żywym organizmie polskiej oświaty.

Szkoda, że te wszystkie poruszane przez autora ważkie problemy dotyczące tak przemian świadomości nauczycieli, pedagogów, wykładowców, jak i przede wszystkim praktyki nauczania, a co za tym idzie kształtowania nowego podejścia do edukacji opartego nie na ideologii czy doraźnych korzyściach, ale na długofalowych projektach, które miały przemodelować  dotychczasowy niewydolny model naszej polskiej edukacji.

Jak sami wiemy czytając prasę, nie tylko branżową, co zmiana na politycznej scenie, to większość zaczętych przez poprzedników zmian czy też ustaw zostawała ograniczona, wstrzymana lub wręcz wypaczona.

Przychodził nowy minister edukacji i karuzela zaczynała się od początku. Nikt nie zwracał uwagi, ile pieniędzy to kosztuje, zmarnowanego wysiłku, liczył się efekt polityczny w stylu – teraz My. Co z tego bałaganu na polu tak wrażliwej  na wszelkie eksperymenty jak edukacja materii wyszło, sami możemy ocenić po tym, jak kolejni ministrowie, nie patrząc na to, co mają do powiedzenia rodzice, doświadczeni pedagodzy, autorytatywnie ustalają, co ma być dobre w danym momencie dla ucznia. Ten bałagan organizacyjny, kompetencyjny dotyczy także środowiska nauczycielskiego. Większość dyrektorów szkół wiedząc, że wiele zarządzeń jak teraz z wprowadzeniem do szkół sześciolatków przyniesie więcej szkody niż pożytku po prostu nie zabiera głosu bojąc się utraty pracy.

Idąc tym tropem, zanika odpowiedzialność urzędników ministerstwa, dyrektorów szkół i nauczycieli wobec ucznia i jego rodziny. Warto przeczytać na stronie 145 artykuł o „30 grzechach głównych w kształceniu nauczycieli”, które później przenoszą się na teren praktyki pedagogicznej. I co, jak myślicie Państwo, ilu decydentów przeczytało tą ważną książkę Zbigniewa Kwiecińskiego?

Myślę, że niewielu, gdyż jeśli chodzi o postulatywność dotyczącą zmian w kształceniu polskich nauczycieli oraz głosy praktyków mówiących o powrocie w polskiej szkole do upodmiotowienia uczniów, a nie tak jak obecnie traktowanie go jak przedmiotu na którym można eksperymentować, w imię wykazania się przydatnością paru ministerialnych urzędników, jak na razie nie zostały wysłuchane.

Następnym ważnym szkicem jest ten dotyczący „Mitów i funkcji szkoły. U korzeni dominującego paradygmatu edukacyjnego”. Pod tym wielce mądrym tytułem kryje się po prostu istota rozumienia funkcji oświaty we współczesnym zglobalizowanym społeczeństwie. Szkoły opartej na autorytecie nauczyciela, na współpracy szkoły z samorządami szkolnymi, na wciąganiu uczniów we współdecydowanie o wielu sprawach ich dotyczących. Czy to jest aż tak skomplikowane organizacyjnie, że zamiast o tym ciągle dyskutować nie potrafimy tego  praktycznie wdrożyć w życie?

Co tak naprawdę ciąży nad polską edukacją, nad jej niemożnością dostosowania się do oczekiwań uczniów i ich rodzin? Czy niewłaściwy, nadmierny etatyzm, czy ciągle upolitycznianie, czy po prostu nieumiejętność, albo niechęć do wszelkich zmian?

Na to pytanie musicie sobie Państwo sami odpowiedzieć. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym, to sami wiecie jak to wygląda w praktyce. Jeśli dopiero mają one przed sobą obowiązek szkolny, to warto wcześniej pójść do szkoły, rozejrzeć się, porozmawiać z nauczycielami, dyrektorem, chociażby po to, by samemu wyrobić sobie o niej zdanie. Nie zawsze szkolna autoreklama pokrywa się z faktami.

Gabriel Leonard Kamiński