List czytelnika

Szanowny Panie Profesorze.

 

poeca Oficyna Impuls

Zdecydowałem się na list do Pana świadomy, że nie jestem w stanie w krótkiej pisemnej refleksji zdradzić złożoności wrażeń, jakie towarzyszą mi po spotkaniu z Mistrzem w Łodzi a tym bardziej po spokojniejszej, wieloetapowej i trwającej aktualnie próbie zapoznania się z Jego literaturą. Obecnie czytam Przełom Dwoistości …, zapewniając, od pierwszych rozdziałów przełomowej dla pokolenia Księgi, że pozdrawiam Autora z niezwykłej intelektualnej podróży. Czuję jednak zobowiązanie, aby potwierdzić Panu, że jest to podróż, którą przemierzam z bardzo obciążonym plecakiem – rozczarowań i zniechęcenia tym, czego w toku dawno minionych studiów pedagogicznych musiałem doświadczyć. Wówczas, jako młody stypendysta ministerialny, planujący ożenek z pedagogiką na dobre, spotkałem się z tym, co Profesor opisał wystarczająco w jednym zdaniu: „[…] terror przeciętności, afirmacji fikcji i rytualizacji pozoru.” Dodałbym od siebie, co zresztą i tak Profesor trafniej w Księdze punktuje, że erozję dyscypliny przyspieszała kultura lokalnych układów, miernoty duchowej i intelektualnej całych pokoleń, uwikłanych często w personalne, wzajemne uzależnienia. Trzeba rzeczywiście przeczytać i odczytać sens wielu prac Profesora i nielicznych reformatorów, aby zrozumieć dlaczego i jak niszczono etos pedagogiki, a w szczególności jej Ojców i Matek założycieli.

 

Lech WItkowski i Impuls polecają

Dlatego Pana przywołanie o przełom traktuję, jako znak powrotu do pedagogicznego Genesis, nie tylko jako zadania natury intelektualnej, ale dla mnie osobiście, jako powrotu do Domu. Emocjonalne i motywacyjne sprzężenie, jakie towarzyszy mi w tych słowach jest, czy to się Panu spodoba czy nie, dowodem tęsknoty za utraconą tożsamością, którą odebrano młodemu pokoleniu pedagogów. Kto odebrał? Kto bierze za to odpowiedzialność? Pytam retorycznie… i nie chodzi mi tylko o Bogdana Suchodolskiego i jego akolitów, ale przede wszystkim Pana pokolenie, wyłączając rzecz to oczywista, Pana osobę i kilku (ale tylko kilku) innych Mistrzów. Chciałbym przypomnieć, zachowując pokornie ogromne uznanie dla Pana prac, że zadając Panu pytanie na seminarium w Łodzi, zwróciłem się do Pana w uznaniu za słowa o tym, że od nowa się Pan uczy i inicjuje do pedagogiki. Zanim więc zadałem pytanie odniosłem się do Pana wiarygodności nie mierzonej przeze mnie ilością zapisanych stron i ksiąg, ale właśnie afirmacją odnowienia w duchu intelektualnej powagi i zobowiązania. Dziękuję Panu za to osobiste świadectwo, bez którego odczytywanie Pana dzieł byłoby zagrożone ciężarem nadętego, pouczającego autorytetu. A tak został Pan i jest dla mnie Autorytetem pedagogiem – pytającym – gdzie jesteś Czytelniku?, kolejno badaczem i pisarzem. Czytam zatem Pana dzieła, z nadzieją że odczytam właściwie, zrozumiem i zastosuję. Czytam od niedawna, bo jak wspomniałem – nikt nie dbał o młodzież okresu transformacji, nikt nie pokazywał nam drogi ani wyzwań. A syzyfowa praca, o której tak pięknie Pan napisał była określana – co dobrze zapamiętałem, z wypowiedzi podpitego wykładowcy – zbędnym masochizmem. Na łono pedagogicznego, a właściwie badawczego powołania powróciłem po 10 latach tułaczki zawodowej, mierząc się jako początkujący humanista ze środowiskiem biznesowym, korporacyjnym i medialnym. To wartościowe doświadczenie, tym bardziej że dzielone z intensywną działalnością społeczną, która dawała mi podstawy aby wciąż „myśleć jak pedagog”. Dopiero jednak studia doktoranckie i spotkanie z Profesorem Bogusławem Śliwerskim sprawiły, że moja aktualna (od)nowa przebiega przez tak cenne spotkania z Mistrzami i ich literaturą. I tak Lech Witkowski pojawił się na panteonie wskazanych przez Opiekuna twórców, co jest dla mnie samo w sobie bardzo zobowiązujące. Zatem kontynuuję naukę i podobnie jak Pan – choć oczywiście z zupełnie innego poziomu – ponownie inicjuję się do dziedziny. Korzystając z tętniącego źródła dwoistości powiem, że „zmniejszam się do zwiększania”, co zresztą nie jest tylko grą słów, ale stało się jednym z wątków artykułu mojego autorstwa o tytule: Odwracając perspektywę Kartezjusza: Sum ergo cogito, który czeka na publikację w jednym z krakowskim wydawnictw. Niestety, a może właśnie tak miało być, treść tego artykułu powstawała na tyle dawno i daleko od akademickich przyzwyczajeń, że nie jest on budowany na literaturze, którą odkrywam dopiero teraz. Z drugiej strony, kiedy czytam Dwoistość wracam do autorskich wówczas przemyśleń z poważną zadumą i zapytaniem – czy zrobiłem właściwie? Moim zapleczem, tym nieskalanym akademicką przeciętnością, jest antropologia adekwatna Karola Wojtyły, na którego dzieła również się Pan powołał (Osoba i Czyn), a które towarzyszą mi skrycie od wielu lat indywidualnego nad nimi studiowania. To oczywiście za mało żeby mierzyć się z normą kartezjańską, ale tak czy inaczej w tej nierównej walce trwam z poczuciem syzyfowego sensu. Będę czuł się zaszczycony jeśli zechciałby Pan Profesor zerknąć na oczekujący publikacji tekst w nieco zaocznym i bardziej osobistym trybie.

Obecnie, będąc tuż przed otwarciem przewodu doktorskiego, zbieram siły na zmierzenie się z badaniami nad współzależnością (interdependenacją) dydaktyczną w interakcji nauczyciel – dorosły uczeń, co, ku mojej uciesze, zostało zaopiniowane w recenzji koncepcji jako – zadanie niezwykle karkołomne . Zapewniam Pana Profesora już dziś, dziękując zarazem za Jego twórczość, że znajdzie ona godne miejsce i szczególne zastosowanie w podejmowanej przeze mnie próbie.

Z poważaniem
Michał Paluch