Polecamy
Podręcznik Czesław Kupisiewicz na 9tkę!
maj 15th
Ocena recenzenta 9 na 10!
Od dawna mówi się również u nas o kryzysie na rynku podręczników akademickich. Oględnie mówiąc są nieciekawe, pisane „ciężkim” naukowym językiem, niedostosowane do potrzeb akademickiego nauczania.
Podręcznik akademicki zatytułowany „Z dziejów teorii i praktyki wychowania” autorstwa prof. Czesława Kupisiewicza opublikowany przez krakowską oficyną naukową zdecydowanie przeczy takim opiniom.
Kupisiewicz w sposób syntetyczny zebrał w nim wiedzę dotyczącą przemian i ewolucji wiedzy dotyczącej edukacji, wychowania a także kształtowania się teorii i praktyki pedagogicznej.
Nawiązuje w planie swojej pracy do kanonicznego już wzoru jakim było opracowanie przez prof. Tatarkiewicza syntetycznej historii filozofii a potem historii estetyki. Szczególnie zwięzłe ujęcia dokonań poszczególnych przedstawicieli historycznej myśli pedagogicznej wydają się z jednej strony łączyć w sobie encyklopedyczną precyzję, z drugiej zachęcają czytelników do samodzielnego pogłębienia swojej wiedzy. Myślę, że to przesłanie Kupisiewicza będące zachętą do samokształcenia leżało u podstaw powstania tej książki. Jasność wywodu uzupełnia świetna redakcja typograficzna. Od wyróżnień poszczególnych okresów pedagogicznej wiedzy historycznej, wytłuszczenia ważnych definicji w tekście, po układ materiału, który autor sugeruje pogłębić we własnym zakresie.
Całkowicie przychylam się do zdania recenzentów naukowych tej edycji prof. dr hab. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej i prof. Karola Poznańskiego, że jest to dzieło unikalne na polskim rynku podręczników akademickich. Gdyż dzięki interdyscyplinarnemu podejściu, książka ta może być pomocna nie tylko pedagogom, historykom wychowania lecz także psychologom, socjologom i filozofom. Skorzystają z niej oprócz studentów – nauczyciele akademiccy. Klarowny układ materiału sprzyja dydaktyce, a wiele pomocniczych podpunktów wytłuszczonych specjalnym oznakowaniem, sprawie wrażenie gotowych już konspektów.
Na niespełna trzystu stronach udało się Kupisiewiczowi zebrać, usystematyzować, zhierarchizować najważniejsze myśli, teorie czy szkoły dotyczące wychowania. Znakomicie zrealizował w swojej pracy założenia autorskiej serii” „Pedagogika nauce i praktyce”, której inicjatorem jest prof. dr hab. Bogusław Śliwerski.
Polecam z czystym sumieniem tym studentom, którzy szukają w zwięzłej wypowiedzi naukowej skondensowanego abstraktu, a także tym, którzy podążając tym tropem zechcą rozwinąć własne przemyślenia na ten temat.
Redakcja Portalu Księgarskiego będzie sekundować temu projektowi, gdyż w swoich założeniach spełnia wymogi nowoczesnego przekazu wiedzy służąc nie tylko nauce ale i akademickiej dydaktyce. Takie właśnie połączenie tych dwóch funkcji wydaje się być ze wszech miar nowatorskie a zarazem i praktyczne.
Gabriel Leonard Kamiński
http://www.ksiazka.net.pl/
Ocena recenzenta 9 na 10!
Profesor Czesław Kupisiewicz podjął się napisania pozycji, która ma przystępny charakter wprowadzający nie tylko dla studentów pedagogiki i nauczycieli, ale także wszystkich osób mających coś wspólnego z oświatą i edukacją. Ba, jest to książka atrakcyjna dla wszystkich czytelników zainteresowanych poszerzeniem horyzontów umysłowych i wiedzy o kulturze humanistycznej Zachodu.
Profesor Czesław Kupisiewicz podjął się napisania pozycji, która ma przystępny charakter wprowadzający nie tylko dla studentów pedagogiki i nauczycieli, ale także wszystkich osób mających coś wspólnego z oświatą i edukacją. Ba, jest to książka atrakcyjna dla wszystkich czytelników zainteresowanych poszerzeniem horyzontów umysłowych i wiedzy o kulturze humanistycznej Zachodu.
Nakładem Oficyny Wydawniczej „Impuls”, specjalizującej się w literaturze naukowej, ukazał się niedawno podręcznik akademicki „Z dziejów teorii i praktyki wychowania”. Autorem książki jest nestor polskiej pedagogiki, zwany „nauczycielem nauczycieli”, profesor Czesław Kupisiewicz.
Problem wychowania nie jest bowiem zagadnieniem błahym ani abstrakcyjnym. Wychowanie, jak definiuje autor, to „ogół czynności związanych z oddziaływaniem środowiska przyrodniczego i społecznego na człowieka, kształtujących jego osobowość i trwających przez całe życie.” Wychowanie nie ogranicza się zatem do okresu dzieciństwa i młodości, jest procesem trwającym permanentnie. Prawidłowe wychowanie może wzmacniać i stymulować podstawy funkcjonowania jednostek oraz społeczeństwa, a nawet powodować, że dana cywilizacja (jak na przykład antyczna cywilizacja grecka z jej ideałem kalokagatii), wznosi się na wyżyny ducha i twórczej ekspresji kulturowej. Nieprawidłowe zaś wychowanie, wynikające ze złych wpływów środowiska, może doprowadzić na przykład do przestępczości. Jak pisze Locke, jeden z wielu autorów omawianych przez Kupisiewcza: „Z dziesięciu ludzi, których spotykamy, dziewięciu jest tym, czym jest: złymi lub dobrymi, pożytecznymi lub szkodliwymi dla społeczeństwa – dzięki wychowaniu.”
Pierwsze wrażenie z czytelniczego obcowania z książką Kupisiewcza jest niezwykle przyjemne. Podręcznik jest atrakcyjny w lekturze, zawiera w sobie bardzo uporządkowany i oszczędny materiał. Każdy rozdział posiada wyszczególnione treści, streszczające tezy omawianych koncepcji i myślicieli, zawsze odnajdziemy również w danej partii tekstu zgrabne podsumowanie oraz słownik najważniejszych przywoływanych terminów. Zarazem książka posiada bardzo skondensowaną dawkę syntezy z dziejów całej zachodniej myśli pedagogicznej, dotyczącej teorii i praktyki wychowania.
Wrażenia po dłuższej lekturze książki Kupisiewcza także są pozytywne. Autor przeprowadza czytelnika, niczym Charon przez Styks, przez złożone i wielowątkowe dzieje myśli pedagogicznej oraz instytucji, zajmujących się wychowywaniem. Na kartach podręcznika pojawiają się zarówno postacie bardzo znane z filozofii i historii nauki – jak Platon, Arystoteles, św. Tomasz z Akwinu, czy Jean Rousseau, jak i te mniej znane, a mające również swój wkład w „wychowywanie” w kulturze zachodniej. Mowa tu chociażby o królu Wessexu – Alfredzie Wielkim, który odbudowywał oświatę w zniszczonej najazdami Anglii dziewiątego wieku. Okazuje się również z lektury podręcznika, że bez działalności oświatowej nie byłoby możliwe szerzenie różnych idei danej epoki – na przykład Marcin Luter niewiele by zdziałał w swoich działaniach reformacyjnych, gdyby nie zorganizowana aktywność edukacyjna Filipa Melanchtona.
Kupisiewcz uświadamia czytelnikowi, jak wielowiekowy i żmudny był rozwój dwóch podstawowych instytucji wychowawczych – rodziny i szkoły. Wzajemne relacje między tymi elementami stanowią również jeden z osiowych wątków tej książki. I tak w starożytnym Rzymie rola rodziny i wychowania moralnego była nie do przecenienia, ale towarzyszyło mu również powstanie pierwszych szkół, które autor datuje na 149. r. p.n.e. (wcześniejsza starożytna działalność Platońskiej Akademii i Liceum Arystotelesa miała charakter zbyt elitarny). Przypomina o początkach płatnego nauczania (grecki ruch sofistów), o rozwoju szkolnictwa w wiekach średnich (ideał nauk Artes Liberales, czy małe szkoły parafialne – zaczątek powszechnej edukacji elementarnej w nowożytności). Mało kto wie, że pierwszym twórcą systemu klasowo-lekcyjnego, tak oczywistego dziś, był Johann Sturm, uczeń wspomnianego Melanchtona.
W podręczniku przedstawiona jest interesująca panorama sporów pedagogicznych wokół teorii i praktyki wychowania. Czy należy prowadzić edukację raczej formalną i dyscyplinującą (co wciąż wydaje się dominuje w polskich szkołach), czy może edukację nastawioną na partnerską relację między uczniem a nauczycielem? Czy ważniejsze w wychowaniu są klasyczne nauki humanistyczne, czy realno-przyrodnicze? Jakie są różnice między wychowaniem a nauczaniem? Na te pytania Kupisiewcz nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, ale pokazuje jak historycznie zmieniały się różne stanowiska pedagogiczne. Interesujący jest również rozdział dotyczący współczesnej pedagogiki, pokazujący jak pluralistyczne są rozwiązania problemów wychowania. Nurt Nowego Wychowania, różne kierunki pedagogiki kultury, ale także i „twarde” propozycje wychowawcze badaczy behawioralnych, czy z kręgu naturalistycznego – wszystkie te koncepcje mają swoje miejsce w tym ponad trzystustronicowym podręczniku. Prawdziwa skarbnica myśli edukacyjnej, pokazująca również związki między filozofią a pedagogiką.
Książka Czesława Kupisiewicza nie jest niestety wolna od różnych błędów merytorycznych. Na stronie 18 podana jest nieprawidłowa data bitwy Filipa II Macedońskiego pod Cheroneją (w druku jest 474 rok, powinien być 338). Na tej samej stronie jest wzmiankowa „kultura myceńska”, podczas gdy autor ma na myśli z pewnością „kulturę mykeńską”. Na stronie 26 wymieniona są dwa różne dzieła Platona – „Rzeczpospolita” i „Państwo”, które są przecież tym samym dziełem. Na stronie 131 autor twierdzi, że nowożytny ruch religijny jansenizmu powstał w osiemnastym wieku, podczas gdy w rzeczywistości powstał stulecie wcześniej. Na stronie 139 autor przypisuje sentencję „Nie ma niczego w umyśle, czego wcześniej nie byłoby w zmyśle” Johnowi Locke’owi, podczas gdy jako pierwszy tę tezę wypowiedział Arystoteles. W książce zdarzają się również usterki chronologiczne – na przykład Pitagoras pojawia się po Arystotelesie, podczas gdy żył od niego znacznie wcześniej. W rozdziale poświęconym Diderotowi autor odwołuje się do Helwecjusza, który jest omówiony dopiero parę stron później. Wątpliwości budzą niektóre definicje przyjęte przez autora, np. że „ontologia określa cel życia człowieka” (s. 28) – to bardziej czyni normatywna etyka lub antropologia filozoficzna, niż ontologia zajmująca się opisem bytu metafizycznego. Jeszcze jedną uwagą krytyczną jaką moim zdaniem można zgłosić wobec podręcznika Kupisiewicza jest daleko idący europocentryzm tej pozycji. Skoro bowiem mowa o powszechnej syntezie poglądów na wychowanie w dziejach – dlaczego nie znalazły się tu krótkie chociaż rozdziały na temat edukacji w mandaryńskiej kulturze chińskiej, czy kastowym systemie braminów w Indiach?
Wszystkie te powyższe zarzuty nie mają jednak charakteru pierwszorzędnego, ani nie deprecjonują wysokich walorów dydaktycznych i akademickich recenzowanej publikacji. Można ją z czystym sumieniem polecić wszystkim osobom zainteresowanym nie tylko pedagogiką, ale przede wszystkim bogatą historią wychowania w kulturze zachodniej. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że jest to pozycja obowiązkowa na półce każdego polskiego inteligenta, pretendującego do erudycji humanistycznej.
Redakcja: Michał Przeperski
http://histmag.org/
Apel Granice.pl
lis 24th
Nie karm książkowego potwora! Kupuj u wydawcy!
„Gdzie kupujesz nowości książkowe? W małych księgarenkach? W centrach handlowych? W księgarniach sieciowych? A może za pośrednictwem Internetu? Zastanów się dobrze, bowiem Twoja odpowiedź może mieć wpływ na to, czy będziesz jeszcze miał co czytać…” – czytamy w komunikacie wortalu Granice.pl.
- Wydawcy mają coraz większy problem z odzyskaniem pieniędzy za swoje książki z dużych sieci księgarskich – podkreśla Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka bestsellerowej serii „Cukiernia pod Amorem” (Nasza Księgarnia). – Przez to maleje liczba tytułów pojawiających się w księgarniach, przez to maleją nakłady na marketing, przez to coraz większe problemy mają redakcje pism i serwisów literackich, przez to z kolei cierpią czytelnicy, poszukujący interesującej i naprawdę dobrej lektury. I właśnie czytelnicy są największą nadzieją na ozdrowienie sytuacji. Świadomy klient, niczym świadomy obywatel, ma siłę, jakiej doświadczyli ostatnio najwięksi tyrani świata. Ponieważ wydałam w ciągu ostatniego roku ponad dwa tysiące złotych na książki w salonach sieci, niniejszym oznajmiam, że przestaję robić tam zakupy! W Waszych-naszych rękach, czytelnicy, los autorów, wydawców i książek. Kupujcie świadomie! Kupujcie w niewielkich księgarniach lub –najlepiej – przez Internet, bezpośrednio u wydawcy – nawołuje autorka.
Potwór na diecie?
– Wiele bardzo zasłużonych dla polskiej kultury wydawnictw ma w sieciach zamrożone ogromne pieniądze. Przez to publikacja wielu znakomitych książek, naprawdę wartościowej literatury jest odłożona na czas późniejszy, może też… w ogóle nie dojść do skutku! Dlatego chcemy zainaugurować akcję „Nie karm książkowego potwora! Kupuj u wydawcy!” – mówi Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl.
Los książki w rękach czytelników!
-Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za losy rynku książki w Polsce – mówi popierający przedsięwzięcie Grzegorz Raczek, redaktor naczelny portalu DuzeKa.pl– Każdy z miłośników książki powinien poinformować o zaistniałej sytuacji swoich znajomych i przyjaciół. Z pewnością dobrym sposobem będą serwisy społecznościowe. Na Facebooku pod adresem: http://www.facebook.com/niekarmksiazkowegopotwora pojawił się fanpage, który gromadzić ma zwolenników przedsięwzięcia. By go łatwo znaleźć, wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło: Nie karm książkowego potwora! Warto go polubić i polecić znajomym. Udostępniliśmy też specjalne grafiki z hasłem dotyczącym akcji i zachęcamy Internautów, by na określony czas zastąpili nimi swoje zdjęcia profilowe. Blogerów zachęcamy, by zamieszczali grafiki te na swoich stronach. Dzięki temu – mamy nadzieję – uda się dotrzeć także do osób, które książki kupują rzadziej, jako prezent na Boże Narodzenie czy urodziny.
- Powtórzmy: apelujemy do miłośników książki, by nabywali nowości wydawnicze bezpośrednio w księgarniach internetowych wydawców lub w księgarniach przez nich wybranych. Warto też kupować w niewielkich księgarenkach – podkreśla Krempa. – To bardzo ważna inicjatywa, szczególnie w okresie przedświątecznym, gdy sprzedaż książki bardzo dynamicznie rośnie.
Zatem powiedz STOP łakomym potworom odbierającym autorom wenę twórczą, wydawcom – serce do zaspokajania potrzeb czytelników, a wszystkim znajdującym upodobanie w delektowaniu się słowem pisanym – możliwość zagłębiania się w książki. Przyłącz się do akcji „Nie karm książkowego potwora” i… wyślij go na dietę!
Fanpage: http://www.facebook.com/niekarmksiazkowegopotwora
źródło: http://www.rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/apel-granice-pl_28939.html
dlaLejdis.pl ma już 3 lata!
lis 10th
Krótka relacja z pierwszej imprezy urodzinowej portalu dlaLejdis.pl. Podczas hucznej imprezy nie zabrakło OW Impuls:)
Nieprzebrane tłumy kobiet przybyły na pierwszą imprezę z okazji 3 urodzin portalu dlaLejdis.pl. Tuż po godz. 19.00 przed Multikinem Arkady pojawiły się rzesze Pań. Wszystkie Panie otrzymały atrakcyjne prezenty oraz startowały w licznych konkursach, w których nagrodami były min. książki Impulsu…
Portalowi dlaLejdis.pl gratulujemy i życzymy kolejnych hucznych urodzin:)
Zapraszamy do galerii zdjęć- książki Impuls w roli głównej:)




LubimyCzytać.pl & NaKanapie.pl
paź 14th
Internetowa społeczność czytelników się rozwija. Tam gdzie książki nie może zabraknąć i nas. Jako wydawnictwo i zagorzali czytelnicy jednocześnie Oficyna Wydawnicza Impuls jest aktywnym uczestnikiem dwóch najciekawszych serwisów internetowych w Polsce poświęconych książkom: LubimyCzytać.pl oraz NaKanapie.pl
Oba serwisy umożliwiają wymianę informacji na temat ciekawych publikacji, dzielenie się swoimi opiniami i preferencjami czytelniczymi, poznawanie ciekawych osób o podobnych książkowych zainteresowaniach.
Uczestnictwo w tych projektach pozwala trzymać rękę na pulsie w temacie nowości wydawniczych i wydarzeń na rynku wydawniczym.
Poniżej zamieszczamy linki do profili Oficyny Wydawniczej Impuls.
Zaproszenie do lubimyczytac.pl: http://lubimyczytac.pl/zapros/dXNlci0yOTc
Zaproszenie do nakanapie.pl: http://nakanapie.pl/user/oficynaIMPULS.htm
Śledząc naszą aktywność będziesz na bieżąco. Informujemy o naszych nowościach, dodajemy recenzje, dzielimy się spostrzeżeniami. Zapraszamy do śledzenia naszych poczynań.
Chętnie poznamy Ciebie!
Niekonwencjonalna historia harcerstwa i jego praktycznej pedagogiki
cze 17th
Oficyna Wydawnicza „IMPULS” opublikowała najnowszą książkę poświęconą harcerstwu i wpisanym w jego współczesne dzieje indywidualnym losom tych, którzy poświęcili harcerskiej służbie najlepsze lata swojego dzieciństwa i dorosłości. „Różne oblicza harcerstwa. Ślady wydarzeń ujęte w formie felietonów, reportaży i innych form dziennikarskich” Wojciecha Śliwerskiego – to licząca ponad 600 stron niekonwencjonalna historia polskiej cząstki ruchu społeczno-wychowawczego w naszym kraju. Spisał ją mój Brat, b. instruktor harcerski, wieloletni dziennikarz i wydawca książek także z tej problematyki. Przypomina w niej wyjątkowy jak na czasy quasitotalitarne ruch poziomy, wymykający się spod kontroli ówczesnej władzy, a związany z naszą wspólną inicjatywą powołania do życia Harcerskiej Poradni Programowo-Metodycznej dla funkcyjnych ZHP w całym kraju przy jedynej w Polsce Bibliotece Harcerskiej (21 RBP w Łodzi kierowanej przez hm. Aleksandrę Trafalską). Stworzyliśmy tam przed ponad 30 laty laty nieformalny ruch wsparcia korespondencyjnego, swoistego rodzaju sieci wzajemnej pomocy (wówczas nie było internetu) tym, którzy mieli problemy w pracy z dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi w ramach pełnionych w harcerstwie funkcji czy ról społecznych. W książce pojawiają się po raz pierwszy publikowane dokumenty, relacje, wywiady, listy i etnopedagogiczne reportaże pisane przez pryzmat wartosci, jakie powinny obowiązywać w harcerstwie i pedagogice humanistycznej. Dlaczego jest to rozprawa z nurtu niekonwencjonalnej historii współczesnej? Cechuje ja uprawomocniony w tym podejściu subiektywizm, różnorodność stylów narracji dziejów i biografii harcerskich osobowości – pasjonatów. Jest to przykład na opisanie wycinka dziejów z czasów mrocznych, wydawałoby się beznadziejnych, a jednak dzięki znakomitym wychowawcom, pedagogom formalnym i nieformalnym przełamującym proces ciągłości, ideologicznej reprodukcji, afirmującym harcerską kontestację i opór, ich szczerość, empatię, krytyczną refleksję, a kiedy trzeba było, to także dającym świadectwo odmówienia współpracy z miernotami, ludźmi słabego charakteru. Ta książka jest historią ludzi pozornie pokonanych, a mimo to moralnych i pedagogicznych zwycięzców. Warto do niej sięgnąć, by wykorzystać ją nie tylko w kształceniu współczesnych kadr harcerskich, ale także pokazać inne oblicze pedagogiki społecznej w działaniu, pedagogiki szczerości, empatii, nadziei i dzielności. Są w tej książce znakomite ilustracje, satyryczne komentarze Ryszarda Drucha i Piotra Olszówki. Jej Autor przypomina niezwykle interesujące formy oporu w postaci powołanego przez niego do życia harcerskiego kabaretu „Drzazga”, którego teksty piosenek i skeczy były znakomita odtrutką na pseudoharcerską rzeczywistość. Są tu wreszcie ślady walki o demokrację, o prawdę, o wierność harcerskim ideałom. Książka dokumentuje wieloletnią współpracę twórcy Oficyny Wydawniczej „IMPULS” – Wojciecha Śliwerskiego z prasą harcerską oraz jego pracę dziennikarską w redakcjach „Motywów”, „Drużyny” i „Harcerza Rzeczypospolitej”. Wszystkie reportaże, felietony i inne formy dziennikarskie były publikowane w wymienionych pismach w latach 1970–1991. Dlaczego je przypomina? Z wielu powodów. „Żywot publikacji prasowych jest niezwykle krótki. Kiedy ukazują się kolejne numery tygodnika czy miesięcznika, wcześniejsze giną w niepamięci. Czas przeobrażeń polityczno-społecznych dodatkowo zatarł ślady publikacji. Żadne z wymienionych wyżej pism już nie istnieje. Literatura harcerska ostatnich lat wzbogaciła się o liczne publikacje różnych komisji historycznych, autorów z ruchów opozycyjnych wobec Związku Harcerstwa Polskiego, także z Instytutu Pamięci Narodowej i prace naukowe (magisterskie, doktorskie itp.) czy wspomnieniowe byłych naczelników ZHP. Ta książka jest inna, pokazuje harcerstwo przez pryzmat losów indywidualnych bohaterów reportaży, felietonów czy obserwacji dziennikarskiej. Ich treścią najczęściej są patologie harcerskiej służby i życia organizacji… Publikowane w książce teksty dotyczą bardzo intensywnego okresu mojego życia, w którym praca dziennikarska była nierozerwalnie związana z aktywną służbą instruktorską. Zakończenie obu nastąpiło z chwilą likwidacji Harcerskiej Oficyny Wydawniczej w Krakowie przez władze Związku (jej właściciela) na przełomie 1991 i 1992 r. Wówczas, podobnie jak niektórzy z opisywanych przeze mnie bohaterów, znalazłem się w trudnej sytuacji życiowej z wypowiedzeniem umowy o pracę w kieszeni i bez szans na podjęcie zatrudnienia, bez żadnej pomocy i nadziei na przyszłość.” W rzeczywistości naszego działania na taką ewentualność trzeba być przygotowanym. Zresztą, kto choć raz uczestniczył w jakimś ruchu sam wie, ile mu to sprawiło satysfakcji, a ile mu to sprawiło kłopotów…
Bogusław Śliwerski Zainteresowanych odsyłam do: http://www.impulsoficyna.pl/index.php?cat=2&id=1250 |
|
_
|
Ewaluacja w stylu RACZEJ
cze 16th
Nowe zasady sprawowania nadzoru pedagogicznego nad szkołami w praktycznym wykonaniu osłabiają zamiary, jakie towarzyszyły ich wprowadzaniu w życie. Do szkół przychodzą ewaluatorzy, czyli wywiadowcy z kuratorium oświaty, których zadaniem jest sprawdzenie, jaka jest prawda o szkolnej rzeczywistości, kto ją reprezentuje i gdzie ona leży. Ponoć miały to być specjalnie przeszkolone osoby, z zapewne wizytatorskim doświadczeniem, żeby przypadkiem nauczyciele, uczniowie czy rodzice nie wciskali im kitu. w wyniku przeprowadzonej na miejscu lustracji, edukacyjnego dochodzenia, mającego na celu wykrycie mocnych i słabych stron placówki oświatowej, powinna powstać sumaryczna ocena, lokująca szkołę na jednym z kilku szczebli oświatowej drabiny, a że wejście na drabinę tak naprawdę zależy nie tylko od tego, kto to czyni, ale także od tego, kto i jak ją skonstruował, to i ocena szkół musi być wypadkową tych dwóch czynników.
Niestety, nauczycielom wmawia się, że to oni są sprawcami swojego losu i jak sobie pościelą, to w takich warunkach sobie popracują. Nikt dzisiaj nie ma czasu na to, by spokojnie, bez pośpiechu poobserwować zajęcia, jakie pedagodzy prowadzą z dziećmi, zęby porozmawiać z nimi i z ich uczniami o przebiegu lekcji, o tym, jak się przygotowywali do niej, co zamierzali osiągnąć, na co chcieli zwrócić szczególną uwagę, co ich zaskoczyło w trakcie jej realizacji, a czego im zabrakło, dzięki czemu spędzona z uczniami godzina mogłaby być bardziej interesująca, a ze względu na co nie udało się jeszcze zrealizować pewnych celów, itd., itd. Być może kilkukrotna obecność ewaluatora w szkole w trakcie zajęć, w czasie przerw międzylekcyjnych, prowadzonych działań pozaszkolnych i pozalekcyjnych, spotkania i szczere rozmowy z uczniami, ale przy okazji wspólnych z nimi zabaw czy realizowanych z nimi projektów dałyby więcej światła prawdy o procesach edukacyjnych, niż uwielbiany przez nadzór sondaż diagnostyczny.
Warto zatem przyjrzeć się drugiej stronie procesu ewaluacyjnego, czyli narzędziom, za pomocą których wizytatorzy usiłują ocenić jakość szkolnej edukacji. Jednym z nich jest kwestionariusz wywiadu ze skategoryzowanymi w nim odpowiedziami. To znaczy, że jego anonimowy autor (z kuratorium czy z MEN?) nie przewidział innej odpowiedzi na określone pytanie, aniżeli te, które sam wymyślił, albo jej sobie po prostu nie życzy. A że wymyślił, to nie ulega wątpliwości, bo z prawdą o szkole nie mają one nic wspólnego. Niestety, ewaluator przepyta nauczycieli z osobna i zaznaczy jedną, wskazaną przez nich odpowiedź. Co mają zrobić? Mogą co najwyżej wzruszyć ramionami i pokiwać z politowania głową, że muszą być konfrontowani z taką „nędzą epistemologiczną”. Na 36 pytań tylko 10 stanowią tzw. pytania otwarte, pozwalające nauczycielom na swobodną, szczerą wypowiedź na sformułowaną kwestię np.: w jaki sposób uczniowie uczestniczą we współtworzeniu i modyfikowaniu działań wychowawczych? Proszę podać przykłady; albo – Jakie zmiany w ofercie szkoły zostały wprowadzone, by umożliwić uczniom pełniejszy rozwój? Mądry nauczyciel i tak będzie wiedział, jak na te pytania odpowiedzieć, gdyż zawierają one w sobie częściowo poprawną odpowiedź. Trzeba zatem dopasować treść wypowiedzi do oczekiwań wizytatora. Papier jest cierpliwy, wszystko przyjmie. Ewaluator chyba też.
Natomiast 26 pytań, w dużej mierze mających charakter pytań rozstrzygnięcia, czyli zobowiązujących do udzielenia odpowiedzi – „tak” lub „nie” (czyli najmniej wartościowej poznawczo), dotyczy kwestii fundamentalnych. Kogo on jednak obchodzi? Oto na pytanie: Czy w szkole planu je się procesy edukacyjne? prosi się o wybór jednej odpowiedzi. To oczywiste, że w szkole „planuje się”, tak jak w domu „sprząta się”, w sklepie „kupuje się”, a w WC – „załatwia się”. Tylko po co komu taka odpowiedź? Inne pytanie jest bardziej genialne, bowiem brzmi tak: Czy szkoła zapewnia Panu(i) możliwość korzystania z potrzebnych podczas zajęć pomocy dydaktycznych? Tu także prosi się respondenta (nauczyciela) o udzielenie jednej odpowiedzi, ale spośród aż czterech możliwych! Oto one: zdecydowanie tak; raczej tak; raczej nie; zdecydowanie nie. Brawo! Autor! Autor! Autor! Niech się ujawni! Niech wytłumaczy, co mu przyjdzie z odpowiedzi, że „raczej tak” albo „raczej nie”.
Na czym polega zapewnienie przez szkołę (czyli przez kogo?) możliwości „raczej korzystania z potrzebnych podczas zajęć po mocy dydaktycznych? i na tej podstawie ma być wystawiona szkole ocena: A, B, C, D lub E? eeeeeee
źródło: EduFakty Nr 05 styczeń 2011
Małgorzata Komorowska – „Za kurtyną lat. Polskie teatry operowe i operetkowe 1918-1939”
cze 15th
2011-05-30 23:07 | Agnieszka Rozner
Komorowska odżegnuje się od określania Polski jako (…) krainy scen peryferyjnych w życiu operowym międzywojennej Europy. W niniejszej publikacji stara się dowieść, jak bardzo pochopne byłoby takie stwierdzenie, uzmysławia również o ileż uboższa byłaby nasza wiedza o historii i kulturze polskiego międzywojnia, gdyby pominąć w niej intrygujące dzieje teatrów operowych, w znaczącym stopniu budujących klimat tej krótkiej epoki.
![]() |
Autor: Małgorzata Komorowska Tytuł: „Za kurtyną lat. Polskie teatry operowe i operetkowe 1918-1939” Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Impuls” Rok wydania: 2008 ISBN: 978-83-7308-627-2 Oprawa: twarda Liczba stron: 360 Cena: ok. 48 zł Ocena naszego recenzenta: 8,5/10 |
|---|
(…) Dziś w epoce sportu, radia, filmu należy […] raz na zawsze wykreślić operę z obiegu artystycznego. Owa niewybredna opinia, autorstwa kompozytora Tadeusza Szeligowskiego, która w roku 1931 ukazała się na łamach Kuriera Poznańskiego, odzwierciedlała opinię części ówczesnych przedstawicieli wpływowych elit artystycznych o teatrach muzycznych i zjawisku opery jako takiej. Początek lat trzydziestych był bowiem czasem nadzwyczaj ożywionej debaty nad kondycją i widocznym kryzysem teatru muzycznego, słabnącym poziomem prezentowanych przedstawień, a także znaczącymi problemami administrowania zapleczem scen polskich. Monografia Małgorzaty Komorowskiej przybliża historię polskich teatrów operowych, nie tylko w owym środkowym periodzie międzywojnia, lecz także w całym, wyjątkowo bogatym dla rozwoju polskiej kultury, okresie lat 1918-1939.
Studium interesująco wypełnia lukę w literaturze przedmiotu z zakresu teatrologii i muzykologii, które nie wiedzieć czemu zaniedbywały dotąd tematykę polskich teatrów operowych i operetkowych wraz z baletami. Pozycja uzupełnia dzieje teatru w Polsce o podstawowe informacje dotyczące działalności poszczególnych scen o profilu operowym w latach 1918-1939 na tle istotnych uwarunkowań politycznych, społecznych i ekonomicznych. W przypadku teatrów operowych Warszawy, Krakowa, Lwowa i Wilna opisywany okres sięga 1915 roku, tam bowiem polskie sceny zaczęły powstawać jeszcze w czasie wojny; autorka wykracza również niekiedy poza cezurę końcową, odmalowując losy teatrów lwowskich i wileńskich także podczas okupacji. Podstawę źródłową opracowania stanowiły rozmaitego typu publikacje, począwszy od wydawnictw jubileuszowych teatrów, programów teatralnych, druków okolicznościowych, poprzez prace naukowe, prasę specjalistyczną i codzienną, zbiory fotografii i afiszy teatralnych, skończywszy zaś na materiałach muzycznych w postaci zachowanych tekstów librett oper i baletów, wyciągów fortepianowych, partytur oraz nutowych szkiców rękopiśmiennych. Materiały te w większości pochodzą ze zbiorów Zespołu Dokumentacji Teatru Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Archiwum Kompozytorów Polskich Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, Archiwum Teatru Wielkiego w Warszawie, Muzeum Teatralnego i Biblioteki Narodowej. Choć zasób owych źródeł jest skromny, gdy chodzi o teatry rodzime, materiał ów został już wcześniej cząstkowo opracowany; natomiast w odniesieniu do teatrów operowych Lwowa i Wilna autorka dokonała pionierskiej analizy, której efekty zawierają pomieszczone w monografii rozdziały. Spis premier opery we Lwowie i Wilnie wraz z obsadą realizatorów i wykonawców objęły dodane tu obszerne Aneksy 1 i 2.
Teatry muzyczne w kulturze i polityce międzywojnia spełniały rolę, którą trudno przecenić, szczególnie gdy spojrzeć na pierwsze lata wolności. Opera i balet miały wówczas za zadanie utwierdzać tożsamość kulturową i uczyć dziejów ojczystych, czy też rodzimych obyczajów, jako sztuka nieomal popularna. Znalazło to szerokie odzwierciedlenie w prezentowanym repertuarze. Monumentalną Halką Stanisława Moniuszki otwarto sceny polskie w Warszawie, Poznaniu, Wilnie, Katowicach i Toruniu, zaś dzieła innych wybitnych rodzimych kompozytorów: Karola Kurpińskiego, ( Wesele w Ojcowie oraz jego Krakowiacy i Górale), Władysława Żeleńskiego ( Janek, Stara Baśń, Goplana, Konrad Wallenrod ), Ignacego Paderewskiego ( Manru ) czy Ludomira Różyckiego ( Eros i Psyche), stanowiły kanon narodowego programu odtwarzanego wielokrotnie zarówno na reprezentacyjnych scenach oper Warszawy, Lwowa i Poznania, jak i pomniejszych działających okresowo w Krakowie, Katowicach, Wilnie, Toruniu, Bydgoszczy, Zakopanem czy Stanisławowie. Spośród utworów zagranicznych starano się prezentować klasykę opery światowej jak i najnowsze modne w Europie trendy. Choć poziom scen polskich był, jak podkreśla autorka, mocno zróżnicowany, a wykonanie wielu utworów nie mogło równać się z premierami scen paryskich czy też berlińskich, okres ów obfitował w wyjątkowo dużą liczbę nadzwyczaj uzdolnionych artystów operowych, niejednokrotnie o międzynarodowej renomie. Znaczące dla polskich scen były także regularne występy gościnne tak sławnych śpiewaków, jak Adam Didur, Jan Kiepura czy Ada Sari. Mniejsze sceny, zwane operetkowymi, dryfowały głównie w stronę lekkiej rozrywki, lecz i o ich miejscu w kulturze międzywojnia nie można tu zapominać, bowiem operetki grane w sezonie letnim w kurortach Krynicy czy w Zakopanem cieszyły się znaczącym zainteresowaniem, urozmaicając wachlarz rozrywek, wśród których prym wiodły niedawne, spektakularne wynalazki – radio i film.
Korekta: Bożena Chymkowska




Oficyna Wydawnicza „IMPULS” opublikowała najnowszą książkę poświęconą harcerstwu i wpisanym w jego współczesne dzieje indywidualnym losom tych, którzy poświęcili harcerskiej służbie najlepsze lata swojego dzieciństwa i dorosłości. „Różne oblicza harcerstwa. Ślady wydarzeń ujęte w formie felietonów, reportaży i innych form dziennikarskich” Wojciecha Śliwerskiego – to licząca ponad 600 stron niekonwencjonalna historia polskiej cząstki ruchu społeczno-wychowawczego w naszym kraju. Spisał ją mój Brat, b. instruktor harcerski, wieloletni dziennikarz i wydawca książek także z tej problematyki. Przypomina w niej wyjątkowy jak na czasy quasitotalitarne ruch poziomy, wymykający się spod kontroli ówczesnej władzy, a związany z naszą wspólną inicjatywą powołania do życia Harcerskiej Poradni Programowo-Metodycznej dla funkcyjnych ZHP w całym kraju przy jedynej w Polsce Bibliotece Harcerskiej (21 RBP w Łodzi kierowanej przez hm. Aleksandrę Trafalską). Stworzyliśmy tam przed ponad 30 laty laty nieformalny ruch wsparcia korespondencyjnego, swoistego rodzaju sieci wzajemnej pomocy (wówczas nie było internetu) tym, którzy mieli problemy w pracy z dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi w ramach pełnionych w harcerstwie funkcji czy ról społecznych. W książce pojawiają się po raz pierwszy publikowane dokumenty, relacje, wywiady, listy i etnopedagogiczne reportaże pisane przez pryzmat wartosci, jakie powinny obowiązywać w harcerstwie i pedagogice humanistycznej. Dlaczego jest to rozprawa z nurtu niekonwencjonalnej historii współczesnej? Cechuje ja uprawomocniony w tym podejściu subiektywizm, różnorodność stylów narracji dziejów i biografii harcerskich osobowości – pasjonatów. Jest to przykład na opisanie wycinka dziejów z czasów mrocznych, wydawałoby się beznadziejnych, a jednak dzięki znakomitym wychowawcom, pedagogom formalnym i nieformalnym przełamującym proces ciągłości, ideologicznej reprodukcji, afirmującym harcerską kontestację i opór, ich szczerość, empatię, krytyczną refleksję, a kiedy trzeba było, to także dającym świadectwo odmówienia współpracy z miernotami, ludźmi słabego charakteru. Ta książka jest historią ludzi pozornie pokonanych, a mimo to moralnych i pedagogicznych zwycięzców. Warto do niej sięgnąć, by wykorzystać ją nie tylko w kształceniu współczesnych kadr harcerskich, ale także pokazać inne oblicze pedagogiki społecznej w działaniu, pedagogiki szczerości, empatii, nadziei i dzielności. Są w tej książce znakomite ilustracje, satyryczne komentarze Ryszarda Drucha i Piotra Olszówki. Jej Autor przypomina niezwykle interesujące formy oporu w postaci powołanego przez niego do życia harcerskiego kabaretu „Drzazga”, którego teksty piosenek i skeczy były znakomita odtrutką na pseudoharcerską rzeczywistość. Są tu wreszcie ślady walki o demokrację, o prawdę, o wierność harcerskim ideałom. Książka dokumentuje wieloletnią współpracę twórcy Oficyny Wydawniczej „IMPULS” – Wojciecha Śliwerskiego z prasą harcerską oraz jego pracę dziennikarską w redakcjach „Motywów”, „Drużyny” i „Harcerza Rzeczypospolitej”. Wszystkie reportaże, felietony i inne formy dziennikarskie były publikowane w wymienionych pismach w latach 1970–1991. Dlaczego je przypomina? Z wielu powodów. „Żywot publikacji prasowych jest niezwykle krótki. Kiedy ukazują się kolejne numery tygodnika czy miesięcznika, wcześniejsze giną w niepamięci. Czas przeobrażeń polityczno-społecznych dodatkowo zatarł ślady publikacji. Żadne z wymienionych wyżej pism już nie istnieje. Literatura harcerska ostatnich lat wzbogaciła się o liczne publikacje różnych komisji historycznych, autorów z ruchów opozycyjnych wobec Związku Harcerstwa Polskiego, także z Instytutu Pamięci Narodowej i prace naukowe (magisterskie, doktorskie itp.) czy wspomnieniowe byłych naczelników ZHP. Ta książka jest inna, pokazuje harcerstwo przez pryzmat losów indywidualnych bohaterów reportaży, felietonów czy obserwacji dziennikarskiej. Ich treścią najczęściej są patologie harcerskiej służby i życia organizacji… Publikowane w książce teksty dotyczą bardzo intensywnego okresu mojego życia, w którym praca dziennikarska była nierozerwalnie związana z aktywną służbą instruktorską. Zakończenie obu nastąpiło z chwilą likwidacji Harcerskiej Oficyny Wydawniczej w Krakowie przez władze Związku (jej właściciela) na przełomie 1991 i 1992 r. Wówczas, podobnie jak niektórzy z opisywanych przeze mnie bohaterów, znalazłem się w trudnej sytuacji życiowej z wypowiedzeniem umowy o pracę w kieszeni i bez szans na podjęcie zatrudnienia, bez żadnej pomocy i nadziei na przyszłość.” W rzeczywistości naszego działania na taką ewentualność trzeba być przygotowanym. Zresztą, kto choć raz uczestniczył w jakimś ruchu sam wie, ile mu to sprawiło satysfakcji, a ile mu to sprawiło kłopotów…


Wysyłam...










Najnowsze komentarze