„Zosia i książę Elfów”
lip 5th
„Zosia i książę Elfów” i Aneta Noworyta
Rozstania. Odejścia. Pożegnania. Każdy, kto choć raz próbował o nich pisać, mówić, czy po prostu rozmawiać wie, jak trudny i niewdzięczny to temat; jak wiele przy jego okazji smutku i negatywnych emocji. Niewiele znam książek, który w mądry i niosący nadzieję sposób przedstawiają śmierć i ludzkie odchodzenie – policzyć mogę na palcach jednej ręki. Dziś dodaję do nich jeszcze jedną lekturę – „Zosię i księcia Elfów” Anety Noworyty. Doceniam tę książkę tym bardziej, że skierowana jest do dzieci, a im jeszcze trudniej jest wytłumaczyć rozstanie na wieki (napisałam – „do dzieci”, choć ja jako dorosła kobieta czytałam ten duży druk ze sporym przejęciem i wielką satysfakcją).
Wszyscy wiemy, że do dzieci najłatwiej trafia się przez bajki i autorka rzeczywiście sięga po tę formę, próbując zaprzyjaźnić czytelnika z chorą dziewczynką i małym księciem Elfów, a historia na tyle prosta, że nawet najmniejsze brzdące będą umiały ją powtórzyć. Gdzieś tam w zieleni łąk i pośród zapachów wiosennych kwiatów żyją sobie małe radosne Elfy – bawią się i świętują. Pośród nich – książę, który pewnego razu (w przypływie ogromnej nudy) odwiedza miasto ludzi i poznaje tam przepiękną dziewczynkę – Zosię. Zosia cierpi na nieuleczalną chorobę, nie może się przemęczać i wiele godzin spędza w swoim łóżku. Książę Elfów zaprasza swoją nowa przyjaciółkę do swojego elfiego świata, próbując wynagrodzić jej brak przyjemności. Dziewczynka dostaje od Elfa skrzydła i każdego dnia, pozbywając się swoich ludzkich słabości, bawi się wśród Elfów. Sielanka nie może trwać jednak wiecznie – chora dziewczynka z dnia na dzień staje się słabsza, aż do chwili, w której…To już musicie przeczytać sami.
Napiszę jeszcze tylko, że urzekła mnie piękna sceneria bajki, genialnie zbudowany nastrój, mądre przesłanie o tym, że wszystko w świecie ma swój powtarzalny rytm i przeznaczenie (to, z całym swoim stoickim spokojem jakoś mocno napawa nadzieją), oraz ten delikatnie wyczuwalny czarodziejski klimat, któremu zdecydowanie służą ilustracje namalowane przez samą autorkę. Takie powinny być książki dla dzieci, takie powinny być książki, które dzieciom czytają rodzice – delikatne, wymowne i poruszające.
Magdalena Buraczewska – Świąt
„Odpowiedzialni rodzice” Małgorzata Kościelska
lip 4th
Wychowanie to szalenie skomplikowany proces, rozpoczynający się jeszcze zanim dziecko przyjdzie na świat. Gdy rodzi się mała istota całe życie wywraca się do góry nogami, ponieważ każdy rodzic czuje na swoich barkach ciężar odpowiedzialności jaki na nim spoczywa. Jak wychować mądrze dziecko? Czy trwać przy nim cały czas a może pozwolić, aby samo uczyło się na swoich błędach? Jak znaleźć złoty środek i nie popaść w skrajność? Zapraszam Was do lektury książki „Odpowiedzialni rodzice” stworzonej przez profesor psychologii klinicznej Małgorzatę Kościelską.
Niekonwencjonalna historia harcerstwa i jego praktycznej pedagogiki
cze 17th
Oficyna Wydawnicza „IMPULS” opublikowała najnowszą książkę poświęconą harcerstwu i wpisanym w jego współczesne dzieje indywidualnym losom tych, którzy poświęcili harcerskiej służbie najlepsze lata swojego dzieciństwa i dorosłości. „Różne oblicza harcerstwa. Ślady wydarzeń ujęte w formie felietonów, reportaży i innych form dziennikarskich” Wojciecha Śliwerskiego – to licząca ponad 600 stron niekonwencjonalna historia polskiej cząstki ruchu społeczno-wychowawczego w naszym kraju. Spisał ją mój Brat, b. instruktor harcerski, wieloletni dziennikarz i wydawca książek także z tej problematyki. Przypomina w niej wyjątkowy jak na czasy quasitotalitarne ruch poziomy, wymykający się spod kontroli ówczesnej władzy, a związany z naszą wspólną inicjatywą powołania do życia Harcerskiej Poradni Programowo-Metodycznej dla funkcyjnych ZHP w całym kraju przy jedynej w Polsce Bibliotece Harcerskiej (21 RBP w Łodzi kierowanej przez hm. Aleksandrę Trafalską). Stworzyliśmy tam przed ponad 30 laty laty nieformalny ruch wsparcia korespondencyjnego, swoistego rodzaju sieci wzajemnej pomocy (wówczas nie było internetu) tym, którzy mieli problemy w pracy z dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi w ramach pełnionych w harcerstwie funkcji czy ról społecznych. W książce pojawiają się po raz pierwszy publikowane dokumenty, relacje, wywiady, listy i etnopedagogiczne reportaże pisane przez pryzmat wartosci, jakie powinny obowiązywać w harcerstwie i pedagogice humanistycznej. Dlaczego jest to rozprawa z nurtu niekonwencjonalnej historii współczesnej? Cechuje ja uprawomocniony w tym podejściu subiektywizm, różnorodność stylów narracji dziejów i biografii harcerskich osobowości – pasjonatów. Jest to przykład na opisanie wycinka dziejów z czasów mrocznych, wydawałoby się beznadziejnych, a jednak dzięki znakomitym wychowawcom, pedagogom formalnym i nieformalnym przełamującym proces ciągłości, ideologicznej reprodukcji, afirmującym harcerską kontestację i opór, ich szczerość, empatię, krytyczną refleksję, a kiedy trzeba było, to także dającym świadectwo odmówienia współpracy z miernotami, ludźmi słabego charakteru. Ta książka jest historią ludzi pozornie pokonanych, a mimo to moralnych i pedagogicznych zwycięzców. Warto do niej sięgnąć, by wykorzystać ją nie tylko w kształceniu współczesnych kadr harcerskich, ale także pokazać inne oblicze pedagogiki społecznej w działaniu, pedagogiki szczerości, empatii, nadziei i dzielności. Są w tej książce znakomite ilustracje, satyryczne komentarze Ryszarda Drucha i Piotra Olszówki. Jej Autor przypomina niezwykle interesujące formy oporu w postaci powołanego przez niego do życia harcerskiego kabaretu „Drzazga”, którego teksty piosenek i skeczy były znakomita odtrutką na pseudoharcerską rzeczywistość. Są tu wreszcie ślady walki o demokrację, o prawdę, o wierność harcerskim ideałom. Książka dokumentuje wieloletnią współpracę twórcy Oficyny Wydawniczej „IMPULS” – Wojciecha Śliwerskiego z prasą harcerską oraz jego pracę dziennikarską w redakcjach „Motywów”, „Drużyny” i „Harcerza Rzeczypospolitej”. Wszystkie reportaże, felietony i inne formy dziennikarskie były publikowane w wymienionych pismach w latach 1970–1991. Dlaczego je przypomina? Z wielu powodów. „Żywot publikacji prasowych jest niezwykle krótki. Kiedy ukazują się kolejne numery tygodnika czy miesięcznika, wcześniejsze giną w niepamięci. Czas przeobrażeń polityczno-społecznych dodatkowo zatarł ślady publikacji. Żadne z wymienionych wyżej pism już nie istnieje. Literatura harcerska ostatnich lat wzbogaciła się o liczne publikacje różnych komisji historycznych, autorów z ruchów opozycyjnych wobec Związku Harcerstwa Polskiego, także z Instytutu Pamięci Narodowej i prace naukowe (magisterskie, doktorskie itp.) czy wspomnieniowe byłych naczelników ZHP. Ta książka jest inna, pokazuje harcerstwo przez pryzmat losów indywidualnych bohaterów reportaży, felietonów czy obserwacji dziennikarskiej. Ich treścią najczęściej są patologie harcerskiej służby i życia organizacji… Publikowane w książce teksty dotyczą bardzo intensywnego okresu mojego życia, w którym praca dziennikarska była nierozerwalnie związana z aktywną służbą instruktorską. Zakończenie obu nastąpiło z chwilą likwidacji Harcerskiej Oficyny Wydawniczej w Krakowie przez władze Związku (jej właściciela) na przełomie 1991 i 1992 r. Wówczas, podobnie jak niektórzy z opisywanych przeze mnie bohaterów, znalazłem się w trudnej sytuacji życiowej z wypowiedzeniem umowy o pracę w kieszeni i bez szans na podjęcie zatrudnienia, bez żadnej pomocy i nadziei na przyszłość.” W rzeczywistości naszego działania na taką ewentualność trzeba być przygotowanym. Zresztą, kto choć raz uczestniczył w jakimś ruchu sam wie, ile mu to sprawiło satysfakcji, a ile mu to sprawiło kłopotów…
Bogusław Śliwerski Zainteresowanych odsyłam do: http://www.impulsoficyna.pl/index.php?cat=2&id=1250 |
|
_
|
Ewaluacja w stylu RACZEJ
cze 16th
Nowe zasady sprawowania nadzoru pedagogicznego nad szkołami w praktycznym wykonaniu osłabiają zamiary, jakie towarzyszyły ich wprowadzaniu w życie. Do szkół przychodzą ewaluatorzy, czyli wywiadowcy z kuratorium oświaty, których zadaniem jest sprawdzenie, jaka jest prawda o szkolnej rzeczywistości, kto ją reprezentuje i gdzie ona leży. Ponoć miały to być specjalnie przeszkolone osoby, z zapewne wizytatorskim doświadczeniem, żeby przypadkiem nauczyciele, uczniowie czy rodzice nie wciskali im kitu. w wyniku przeprowadzonej na miejscu lustracji, edukacyjnego dochodzenia, mającego na celu wykrycie mocnych i słabych stron placówki oświatowej, powinna powstać sumaryczna ocena, lokująca szkołę na jednym z kilku szczebli oświatowej drabiny, a że wejście na drabinę tak naprawdę zależy nie tylko od tego, kto to czyni, ale także od tego, kto i jak ją skonstruował, to i ocena szkół musi być wypadkową tych dwóch czynników.
Niestety, nauczycielom wmawia się, że to oni są sprawcami swojego losu i jak sobie pościelą, to w takich warunkach sobie popracują. Nikt dzisiaj nie ma czasu na to, by spokojnie, bez pośpiechu poobserwować zajęcia, jakie pedagodzy prowadzą z dziećmi, zęby porozmawiać z nimi i z ich uczniami o przebiegu lekcji, o tym, jak się przygotowywali do niej, co zamierzali osiągnąć, na co chcieli zwrócić szczególną uwagę, co ich zaskoczyło w trakcie jej realizacji, a czego im zabrakło, dzięki czemu spędzona z uczniami godzina mogłaby być bardziej interesująca, a ze względu na co nie udało się jeszcze zrealizować pewnych celów, itd., itd. Być może kilkukrotna obecność ewaluatora w szkole w trakcie zajęć, w czasie przerw międzylekcyjnych, prowadzonych działań pozaszkolnych i pozalekcyjnych, spotkania i szczere rozmowy z uczniami, ale przy okazji wspólnych z nimi zabaw czy realizowanych z nimi projektów dałyby więcej światła prawdy o procesach edukacyjnych, niż uwielbiany przez nadzór sondaż diagnostyczny.
Warto zatem przyjrzeć się drugiej stronie procesu ewaluacyjnego, czyli narzędziom, za pomocą których wizytatorzy usiłują ocenić jakość szkolnej edukacji. Jednym z nich jest kwestionariusz wywiadu ze skategoryzowanymi w nim odpowiedziami. To znaczy, że jego anonimowy autor (z kuratorium czy z MEN?) nie przewidział innej odpowiedzi na określone pytanie, aniżeli te, które sam wymyślił, albo jej sobie po prostu nie życzy. A że wymyślił, to nie ulega wątpliwości, bo z prawdą o szkole nie mają one nic wspólnego. Niestety, ewaluator przepyta nauczycieli z osobna i zaznaczy jedną, wskazaną przez nich odpowiedź. Co mają zrobić? Mogą co najwyżej wzruszyć ramionami i pokiwać z politowania głową, że muszą być konfrontowani z taką „nędzą epistemologiczną”. Na 36 pytań tylko 10 stanowią tzw. pytania otwarte, pozwalające nauczycielom na swobodną, szczerą wypowiedź na sformułowaną kwestię np.: w jaki sposób uczniowie uczestniczą we współtworzeniu i modyfikowaniu działań wychowawczych? Proszę podać przykłady; albo – Jakie zmiany w ofercie szkoły zostały wprowadzone, by umożliwić uczniom pełniejszy rozwój? Mądry nauczyciel i tak będzie wiedział, jak na te pytania odpowiedzieć, gdyż zawierają one w sobie częściowo poprawną odpowiedź. Trzeba zatem dopasować treść wypowiedzi do oczekiwań wizytatora. Papier jest cierpliwy, wszystko przyjmie. Ewaluator chyba też.
Natomiast 26 pytań, w dużej mierze mających charakter pytań rozstrzygnięcia, czyli zobowiązujących do udzielenia odpowiedzi – „tak” lub „nie” (czyli najmniej wartościowej poznawczo), dotyczy kwestii fundamentalnych. Kogo on jednak obchodzi? Oto na pytanie: Czy w szkole planu je się procesy edukacyjne? prosi się o wybór jednej odpowiedzi. To oczywiste, że w szkole „planuje się”, tak jak w domu „sprząta się”, w sklepie „kupuje się”, a w WC – „załatwia się”. Tylko po co komu taka odpowiedź? Inne pytanie jest bardziej genialne, bowiem brzmi tak: Czy szkoła zapewnia Panu(i) możliwość korzystania z potrzebnych podczas zajęć pomocy dydaktycznych? Tu także prosi się respondenta (nauczyciela) o udzielenie jednej odpowiedzi, ale spośród aż czterech możliwych! Oto one: zdecydowanie tak; raczej tak; raczej nie; zdecydowanie nie. Brawo! Autor! Autor! Autor! Niech się ujawni! Niech wytłumaczy, co mu przyjdzie z odpowiedzi, że „raczej tak” albo „raczej nie”.
Na czym polega zapewnienie przez szkołę (czyli przez kogo?) możliwości „raczej korzystania z potrzebnych podczas zajęć po mocy dydaktycznych? i na tej podstawie ma być wystawiona szkole ocena: A, B, C, D lub E? eeeeeee
źródło: EduFakty Nr 05 styczeń 2011
Jaki autorytet?
cze 16th
Autorytety nie giną. Giną ludzie zdolni je odkryć dla siebie. A to katastrofa w kulturze. JAKI AUTORYTET? wywiad z Lechem Witkowskim, autorem tomu „Wyzwania autorytetu w praktyce społecznej i kulturze symbolicznej”, Impuls, Kraków 2010.
Pańską pracę nasza Oficyna uznała za Książkę Roku 2010 i miała nominację do prestiżowej nagrody im. Jana Długosza na Targach Książki w Krakowie. Ma to dla Pana znaczenie?
Głównie to zaskoczenie i doping do pracy. Będzie drugi tom: Historie autorytetu, kultura i edukacja, z opisem postaci jak Miłosz, Witkacy, także Hegel, Jaspers i Ricoeur z filozofii. Interesują mnie typy autorytetu w historii socjologii, w Kościele. Omawiam wizje „zdrady klerków” i pułapkę świata bez autorytetów, jaką opisał Alfred Jarry w pamflecie „Ubu król”. Pokazuję 40 zabobonów z obiegowych skojarzeń z autorytetem.
Świetnie, ale może najpierw słowo o książce już powstałej i nagrodzonej?
Niechby sama mówiła za siebie. Ale jak już? Obalam w niej i toczę spory, rekonstruuję stanowiska – z filozofii: Arendt, Gadamer, z socjologii: Bauman, Sennett, z głośnych, a kontrowersyjnych: Habermas, Žižek, toczę boje z pedagogami i psychologami. Obnażam spory publicystów: jedni widzą sieć autorytetów, jako buforów społecznych, inni sitwę czy „salon” uzurpatorów. Autorytet nie ma statusu nieomylności, ani nie podlega zakazowi krytyki. Bywa niebezpieczny, tym bardziej trzeba umieć się z nim zderzyć. Odrzucenie czy bezkrytyczny posłuch to nie są reakcje sensowne kulturowo. Niszczą potencjał budzenia odwagi do mierzenia się z najlepszymi. Także aby ich przekroczyć…
Aż się boję zapytać o definicje i kluczowe ustalenia…
Napisałem ponad 500 stron, a i to za mało. Stąd druga odsłona, większa. Może trzy obrazki. Autorytet to nie kwestia gestów uznania i deklaracji, władzy, czy wpływu, ale wartościowe odniesienie w intymnej relacji, o której zaświadcza poczucie długu wdzięczności i jakość potrzeby dialogu. To nie autorytaryzm i autorytarność, te zjawiska są zaprzeczeniem autorytetu symbolicznego, jako cennego odniesienia, dającego do myślenia, a nie z niego wyręczającego. Po drugie, brak autorytetów w czyimś polu widzenia kultury to skaza sposobu patrzenia i przeżywania, a nie skutek pustki w świecie znaczeń. Znaczenia nie giną, najwyżej ślepną na nie ludzie. Nauczyciele, także akademicy, psują często wartość tradycji na które się powołują, rytualizując pozór obecności wielkich autorów, myślicieli, twórców, sami wobec nich bezradni. Kulturę wtedy redukują do atrap. I wreszcie, zaczepnie pokazuję skojarzenia z autorytetem poprzez 6 słów na literę A: autentyczny autor, autotelicznego akcentu, autonomicznej afirmacji…
No to pora na czytanie i samodzielne myślenie – Dziękujemy za te uwagi.
Rozmowa z prof. Lechem Witkowskim, IMPULS
Drodzy Czytelnicy!
cze 15th
Witamy serdecznie na nowym blogu Oficyny Wydawniczej Impuls.
Tylko tu i teraz przeczytacie same nowości i ciekawostki z podwórka Waszego wydawnictwa.
Życzymy udanego czytana ![]()
Impuls
Małgorzata Komorowska – „Za kurtyną lat. Polskie teatry operowe i operetkowe 1918-1939”
cze 15th
2011-05-30 23:07 | Agnieszka Rozner
Komorowska odżegnuje się od określania Polski jako (…) krainy scen peryferyjnych w życiu operowym międzywojennej Europy. W niniejszej publikacji stara się dowieść, jak bardzo pochopne byłoby takie stwierdzenie, uzmysławia również o ileż uboższa byłaby nasza wiedza o historii i kulturze polskiego międzywojnia, gdyby pominąć w niej intrygujące dzieje teatrów operowych, w znaczącym stopniu budujących klimat tej krótkiej epoki.
![]() |
Autor: Małgorzata Komorowska Tytuł: „Za kurtyną lat. Polskie teatry operowe i operetkowe 1918-1939” Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Impuls” Rok wydania: 2008 ISBN: 978-83-7308-627-2 Oprawa: twarda Liczba stron: 360 Cena: ok. 48 zł Ocena naszego recenzenta: 8,5/10 |
|---|
(…) Dziś w epoce sportu, radia, filmu należy […] raz na zawsze wykreślić operę z obiegu artystycznego. Owa niewybredna opinia, autorstwa kompozytora Tadeusza Szeligowskiego, która w roku 1931 ukazała się na łamach Kuriera Poznańskiego, odzwierciedlała opinię części ówczesnych przedstawicieli wpływowych elit artystycznych o teatrach muzycznych i zjawisku opery jako takiej. Początek lat trzydziestych był bowiem czasem nadzwyczaj ożywionej debaty nad kondycją i widocznym kryzysem teatru muzycznego, słabnącym poziomem prezentowanych przedstawień, a także znaczącymi problemami administrowania zapleczem scen polskich. Monografia Małgorzaty Komorowskiej przybliża historię polskich teatrów operowych, nie tylko w owym środkowym periodzie międzywojnia, lecz także w całym, wyjątkowo bogatym dla rozwoju polskiej kultury, okresie lat 1918-1939.
Studium interesująco wypełnia lukę w literaturze przedmiotu z zakresu teatrologii i muzykologii, które nie wiedzieć czemu zaniedbywały dotąd tematykę polskich teatrów operowych i operetkowych wraz z baletami. Pozycja uzupełnia dzieje teatru w Polsce o podstawowe informacje dotyczące działalności poszczególnych scen o profilu operowym w latach 1918-1939 na tle istotnych uwarunkowań politycznych, społecznych i ekonomicznych. W przypadku teatrów operowych Warszawy, Krakowa, Lwowa i Wilna opisywany okres sięga 1915 roku, tam bowiem polskie sceny zaczęły powstawać jeszcze w czasie wojny; autorka wykracza również niekiedy poza cezurę końcową, odmalowując losy teatrów lwowskich i wileńskich także podczas okupacji. Podstawę źródłową opracowania stanowiły rozmaitego typu publikacje, począwszy od wydawnictw jubileuszowych teatrów, programów teatralnych, druków okolicznościowych, poprzez prace naukowe, prasę specjalistyczną i codzienną, zbiory fotografii i afiszy teatralnych, skończywszy zaś na materiałach muzycznych w postaci zachowanych tekstów librett oper i baletów, wyciągów fortepianowych, partytur oraz nutowych szkiców rękopiśmiennych. Materiały te w większości pochodzą ze zbiorów Zespołu Dokumentacji Teatru Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Archiwum Kompozytorów Polskich Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, Archiwum Teatru Wielkiego w Warszawie, Muzeum Teatralnego i Biblioteki Narodowej. Choć zasób owych źródeł jest skromny, gdy chodzi o teatry rodzime, materiał ów został już wcześniej cząstkowo opracowany; natomiast w odniesieniu do teatrów operowych Lwowa i Wilna autorka dokonała pionierskiej analizy, której efekty zawierają pomieszczone w monografii rozdziały. Spis premier opery we Lwowie i Wilnie wraz z obsadą realizatorów i wykonawców objęły dodane tu obszerne Aneksy 1 i 2.
Teatry muzyczne w kulturze i polityce międzywojnia spełniały rolę, którą trudno przecenić, szczególnie gdy spojrzeć na pierwsze lata wolności. Opera i balet miały wówczas za zadanie utwierdzać tożsamość kulturową i uczyć dziejów ojczystych, czy też rodzimych obyczajów, jako sztuka nieomal popularna. Znalazło to szerokie odzwierciedlenie w prezentowanym repertuarze. Monumentalną Halką Stanisława Moniuszki otwarto sceny polskie w Warszawie, Poznaniu, Wilnie, Katowicach i Toruniu, zaś dzieła innych wybitnych rodzimych kompozytorów: Karola Kurpińskiego, ( Wesele w Ojcowie oraz jego Krakowiacy i Górale), Władysława Żeleńskiego ( Janek, Stara Baśń, Goplana, Konrad Wallenrod ), Ignacego Paderewskiego ( Manru ) czy Ludomira Różyckiego ( Eros i Psyche), stanowiły kanon narodowego programu odtwarzanego wielokrotnie zarówno na reprezentacyjnych scenach oper Warszawy, Lwowa i Poznania, jak i pomniejszych działających okresowo w Krakowie, Katowicach, Wilnie, Toruniu, Bydgoszczy, Zakopanem czy Stanisławowie. Spośród utworów zagranicznych starano się prezentować klasykę opery światowej jak i najnowsze modne w Europie trendy. Choć poziom scen polskich był, jak podkreśla autorka, mocno zróżnicowany, a wykonanie wielu utworów nie mogło równać się z premierami scen paryskich czy też berlińskich, okres ów obfitował w wyjątkowo dużą liczbę nadzwyczaj uzdolnionych artystów operowych, niejednokrotnie o międzynarodowej renomie. Znaczące dla polskich scen były także regularne występy gościnne tak sławnych śpiewaków, jak Adam Didur, Jan Kiepura czy Ada Sari. Mniejsze sceny, zwane operetkowymi, dryfowały głównie w stronę lekkiej rozrywki, lecz i o ich miejscu w kulturze międzywojnia nie można tu zapominać, bowiem operetki grane w sezonie letnim w kurortach Krynicy czy w Zakopanem cieszyły się znaczącym zainteresowaniem, urozmaicając wachlarz rozrywek, wśród których prym wiodły niedawne, spektakularne wynalazki – radio i film.
Korekta: Bożena Chymkowska




Oficyna Wydawnicza „IMPULS” opublikowała najnowszą książkę poświęconą harcerstwu i wpisanym w jego współczesne dzieje indywidualnym losom tych, którzy poświęcili harcerskiej służbie najlepsze lata swojego dzieciństwa i dorosłości. „Różne oblicza harcerstwa. Ślady wydarzeń ujęte w formie felietonów, reportaży i innych form dziennikarskich” Wojciecha Śliwerskiego – to licząca ponad 600 stron niekonwencjonalna historia polskiej cząstki ruchu społeczno-wychowawczego w naszym kraju. Spisał ją mój Brat, b. instruktor harcerski, wieloletni dziennikarz i wydawca książek także z tej problematyki. Przypomina w niej wyjątkowy jak na czasy quasitotalitarne ruch poziomy, wymykający się spod kontroli ówczesnej władzy, a związany z naszą wspólną inicjatywą powołania do życia Harcerskiej Poradni Programowo-Metodycznej dla funkcyjnych ZHP w całym kraju przy jedynej w Polsce Bibliotece Harcerskiej (21 RBP w Łodzi kierowanej przez hm. Aleksandrę Trafalską). Stworzyliśmy tam przed ponad 30 laty laty nieformalny ruch wsparcia korespondencyjnego, swoistego rodzaju sieci wzajemnej pomocy (wówczas nie było internetu) tym, którzy mieli problemy w pracy z dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi w ramach pełnionych w harcerstwie funkcji czy ról społecznych. W książce pojawiają się po raz pierwszy publikowane dokumenty, relacje, wywiady, listy i etnopedagogiczne reportaże pisane przez pryzmat wartosci, jakie powinny obowiązywać w harcerstwie i pedagogice humanistycznej. Dlaczego jest to rozprawa z nurtu niekonwencjonalnej historii współczesnej? Cechuje ja uprawomocniony w tym podejściu subiektywizm, różnorodność stylów narracji dziejów i biografii harcerskich osobowości – pasjonatów. Jest to przykład na opisanie wycinka dziejów z czasów mrocznych, wydawałoby się beznadziejnych, a jednak dzięki znakomitym wychowawcom, pedagogom formalnym i nieformalnym przełamującym proces ciągłości, ideologicznej reprodukcji, afirmującym harcerską kontestację i opór, ich szczerość, empatię, krytyczną refleksję, a kiedy trzeba było, to także dającym świadectwo odmówienia współpracy z miernotami, ludźmi słabego charakteru. Ta książka jest historią ludzi pozornie pokonanych, a mimo to moralnych i pedagogicznych zwycięzców. Warto do niej sięgnąć, by wykorzystać ją nie tylko w kształceniu współczesnych kadr harcerskich, ale także pokazać inne oblicze pedagogiki społecznej w działaniu, pedagogiki szczerości, empatii, nadziei i dzielności. Są w tej książce znakomite ilustracje, satyryczne komentarze Ryszarda Drucha i Piotra Olszówki. Jej Autor przypomina niezwykle interesujące formy oporu w postaci powołanego przez niego do życia harcerskiego kabaretu „Drzazga”, którego teksty piosenek i skeczy były znakomita odtrutką na pseudoharcerską rzeczywistość. Są tu wreszcie ślady walki o demokrację, o prawdę, o wierność harcerskim ideałom. Książka dokumentuje wieloletnią współpracę twórcy Oficyny Wydawniczej „IMPULS” – Wojciecha Śliwerskiego z prasą harcerską oraz jego pracę dziennikarską w redakcjach „Motywów”, „Drużyny” i „Harcerza Rzeczypospolitej”. Wszystkie reportaże, felietony i inne formy dziennikarskie były publikowane w wymienionych pismach w latach 1970–1991. Dlaczego je przypomina? Z wielu powodów. „Żywot publikacji prasowych jest niezwykle krótki. Kiedy ukazują się kolejne numery tygodnika czy miesięcznika, wcześniejsze giną w niepamięci. Czas przeobrażeń polityczno-społecznych dodatkowo zatarł ślady publikacji. Żadne z wymienionych wyżej pism już nie istnieje. Literatura harcerska ostatnich lat wzbogaciła się o liczne publikacje różnych komisji historycznych, autorów z ruchów opozycyjnych wobec Związku Harcerstwa Polskiego, także z Instytutu Pamięci Narodowej i prace naukowe (magisterskie, doktorskie itp.) czy wspomnieniowe byłych naczelników ZHP. Ta książka jest inna, pokazuje harcerstwo przez pryzmat losów indywidualnych bohaterów reportaży, felietonów czy obserwacji dziennikarskiej. Ich treścią najczęściej są patologie harcerskiej służby i życia organizacji… Publikowane w książce teksty dotyczą bardzo intensywnego okresu mojego życia, w którym praca dziennikarska była nierozerwalnie związana z aktywną służbą instruktorską. Zakończenie obu nastąpiło z chwilą likwidacji Harcerskiej Oficyny Wydawniczej w Krakowie przez władze Związku (jej właściciela) na przełomie 1991 i 1992 r. Wówczas, podobnie jak niektórzy z opisywanych przeze mnie bohaterów, znalazłem się w trudnej sytuacji życiowej z wypowiedzeniem umowy o pracę w kieszeni i bez szans na podjęcie zatrudnienia, bez żadnej pomocy i nadziei na przyszłość.” W rzeczywistości naszego działania na taką ewentualność trzeba być przygotowanym. Zresztą, kto choć raz uczestniczył w jakimś ruchu sam wie, ile mu to sprawiło satysfakcji, a ile mu to sprawiło kłopotów…


Wysyłam...










Najnowsze komentarze