Wpisy otagowane edukacja przedszkolna
„Odpowiedzialni rodzice” Małgorzata Kościelska
lip 4th
Wychowanie to szalenie skomplikowany proces, rozpoczynający się jeszcze zanim dziecko przyjdzie na świat. Gdy rodzi się mała istota całe życie wywraca się do góry nogami, ponieważ każdy rodzic czuje na swoich barkach ciężar odpowiedzialności jaki na nim spoczywa. Jak wychować mądrze dziecko? Czy trwać przy nim cały czas a może pozwolić, aby samo uczyło się na swoich błędach? Jak znaleźć złoty środek i nie popaść w skrajność? Zapraszam Was do lektury książki „Odpowiedzialni rodzice” stworzonej przez profesor psychologii klinicznej Małgorzatę Kościelską.
Ewaluacja w stylu RACZEJ
cze 16th
Nowe zasady sprawowania nadzoru pedagogicznego nad szkołami w praktycznym wykonaniu osłabiają zamiary, jakie towarzyszyły ich wprowadzaniu w życie. Do szkół przychodzą ewaluatorzy, czyli wywiadowcy z kuratorium oświaty, których zadaniem jest sprawdzenie, jaka jest prawda o szkolnej rzeczywistości, kto ją reprezentuje i gdzie ona leży. Ponoć miały to być specjalnie przeszkolone osoby, z zapewne wizytatorskim doświadczeniem, żeby przypadkiem nauczyciele, uczniowie czy rodzice nie wciskali im kitu. w wyniku przeprowadzonej na miejscu lustracji, edukacyjnego dochodzenia, mającego na celu wykrycie mocnych i słabych stron placówki oświatowej, powinna powstać sumaryczna ocena, lokująca szkołę na jednym z kilku szczebli oświatowej drabiny, a że wejście na drabinę tak naprawdę zależy nie tylko od tego, kto to czyni, ale także od tego, kto i jak ją skonstruował, to i ocena szkół musi być wypadkową tych dwóch czynników.
Niestety, nauczycielom wmawia się, że to oni są sprawcami swojego losu i jak sobie pościelą, to w takich warunkach sobie popracują. Nikt dzisiaj nie ma czasu na to, by spokojnie, bez pośpiechu poobserwować zajęcia, jakie pedagodzy prowadzą z dziećmi, zęby porozmawiać z nimi i z ich uczniami o przebiegu lekcji, o tym, jak się przygotowywali do niej, co zamierzali osiągnąć, na co chcieli zwrócić szczególną uwagę, co ich zaskoczyło w trakcie jej realizacji, a czego im zabrakło, dzięki czemu spędzona z uczniami godzina mogłaby być bardziej interesująca, a ze względu na co nie udało się jeszcze zrealizować pewnych celów, itd., itd. Być może kilkukrotna obecność ewaluatora w szkole w trakcie zajęć, w czasie przerw międzylekcyjnych, prowadzonych działań pozaszkolnych i pozalekcyjnych, spotkania i szczere rozmowy z uczniami, ale przy okazji wspólnych z nimi zabaw czy realizowanych z nimi projektów dałyby więcej światła prawdy o procesach edukacyjnych, niż uwielbiany przez nadzór sondaż diagnostyczny.
Warto zatem przyjrzeć się drugiej stronie procesu ewaluacyjnego, czyli narzędziom, za pomocą których wizytatorzy usiłują ocenić jakość szkolnej edukacji. Jednym z nich jest kwestionariusz wywiadu ze skategoryzowanymi w nim odpowiedziami. To znaczy, że jego anonimowy autor (z kuratorium czy z MEN?) nie przewidział innej odpowiedzi na określone pytanie, aniżeli te, które sam wymyślił, albo jej sobie po prostu nie życzy. A że wymyślił, to nie ulega wątpliwości, bo z prawdą o szkole nie mają one nic wspólnego. Niestety, ewaluator przepyta nauczycieli z osobna i zaznaczy jedną, wskazaną przez nich odpowiedź. Co mają zrobić? Mogą co najwyżej wzruszyć ramionami i pokiwać z politowania głową, że muszą być konfrontowani z taką „nędzą epistemologiczną”. Na 36 pytań tylko 10 stanowią tzw. pytania otwarte, pozwalające nauczycielom na swobodną, szczerą wypowiedź na sformułowaną kwestię np.: w jaki sposób uczniowie uczestniczą we współtworzeniu i modyfikowaniu działań wychowawczych? Proszę podać przykłady; albo – Jakie zmiany w ofercie szkoły zostały wprowadzone, by umożliwić uczniom pełniejszy rozwój? Mądry nauczyciel i tak będzie wiedział, jak na te pytania odpowiedzieć, gdyż zawierają one w sobie częściowo poprawną odpowiedź. Trzeba zatem dopasować treść wypowiedzi do oczekiwań wizytatora. Papier jest cierpliwy, wszystko przyjmie. Ewaluator chyba też.
Natomiast 26 pytań, w dużej mierze mających charakter pytań rozstrzygnięcia, czyli zobowiązujących do udzielenia odpowiedzi – „tak” lub „nie” (czyli najmniej wartościowej poznawczo), dotyczy kwestii fundamentalnych. Kogo on jednak obchodzi? Oto na pytanie: Czy w szkole planu je się procesy edukacyjne? prosi się o wybór jednej odpowiedzi. To oczywiste, że w szkole „planuje się”, tak jak w domu „sprząta się”, w sklepie „kupuje się”, a w WC – „załatwia się”. Tylko po co komu taka odpowiedź? Inne pytanie jest bardziej genialne, bowiem brzmi tak: Czy szkoła zapewnia Panu(i) możliwość korzystania z potrzebnych podczas zajęć pomocy dydaktycznych? Tu także prosi się respondenta (nauczyciela) o udzielenie jednej odpowiedzi, ale spośród aż czterech możliwych! Oto one: zdecydowanie tak; raczej tak; raczej nie; zdecydowanie nie. Brawo! Autor! Autor! Autor! Niech się ujawni! Niech wytłumaczy, co mu przyjdzie z odpowiedzi, że „raczej tak” albo „raczej nie”.
Na czym polega zapewnienie przez szkołę (czyli przez kogo?) możliwości „raczej korzystania z potrzebnych podczas zajęć po mocy dydaktycznych? i na tej podstawie ma być wystawiona szkole ocena: A, B, C, D lub E? eeeeeee
źródło: EduFakty Nr 05 styczeń 2011
Jaki autorytet?
cze 16th
Autorytety nie giną. Giną ludzie zdolni je odkryć dla siebie. A to katastrofa w kulturze. JAKI AUTORYTET? wywiad z Lechem Witkowskim, autorem tomu „Wyzwania autorytetu w praktyce społecznej i kulturze symbolicznej”, Impuls, Kraków 2010.
Pańską pracę nasza Oficyna uznała za Książkę Roku 2010 i miała nominację do prestiżowej nagrody im. Jana Długosza na Targach Książki w Krakowie. Ma to dla Pana znaczenie?
Głównie to zaskoczenie i doping do pracy. Będzie drugi tom: Historie autorytetu, kultura i edukacja, z opisem postaci jak Miłosz, Witkacy, także Hegel, Jaspers i Ricoeur z filozofii. Interesują mnie typy autorytetu w historii socjologii, w Kościele. Omawiam wizje „zdrady klerków” i pułapkę świata bez autorytetów, jaką opisał Alfred Jarry w pamflecie „Ubu król”. Pokazuję 40 zabobonów z obiegowych skojarzeń z autorytetem.
Świetnie, ale może najpierw słowo o książce już powstałej i nagrodzonej?
Niechby sama mówiła za siebie. Ale jak już? Obalam w niej i toczę spory, rekonstruuję stanowiska – z filozofii: Arendt, Gadamer, z socjologii: Bauman, Sennett, z głośnych, a kontrowersyjnych: Habermas, Žižek, toczę boje z pedagogami i psychologami. Obnażam spory publicystów: jedni widzą sieć autorytetów, jako buforów społecznych, inni sitwę czy „salon” uzurpatorów. Autorytet nie ma statusu nieomylności, ani nie podlega zakazowi krytyki. Bywa niebezpieczny, tym bardziej trzeba umieć się z nim zderzyć. Odrzucenie czy bezkrytyczny posłuch to nie są reakcje sensowne kulturowo. Niszczą potencjał budzenia odwagi do mierzenia się z najlepszymi. Także aby ich przekroczyć…
Aż się boję zapytać o definicje i kluczowe ustalenia…
Napisałem ponad 500 stron, a i to za mało. Stąd druga odsłona, większa. Może trzy obrazki. Autorytet to nie kwestia gestów uznania i deklaracji, władzy, czy wpływu, ale wartościowe odniesienie w intymnej relacji, o której zaświadcza poczucie długu wdzięczności i jakość potrzeby dialogu. To nie autorytaryzm i autorytarność, te zjawiska są zaprzeczeniem autorytetu symbolicznego, jako cennego odniesienia, dającego do myślenia, a nie z niego wyręczającego. Po drugie, brak autorytetów w czyimś polu widzenia kultury to skaza sposobu patrzenia i przeżywania, a nie skutek pustki w świecie znaczeń. Znaczenia nie giną, najwyżej ślepną na nie ludzie. Nauczyciele, także akademicy, psują często wartość tradycji na które się powołują, rytualizując pozór obecności wielkich autorów, myślicieli, twórców, sami wobec nich bezradni. Kulturę wtedy redukują do atrap. I wreszcie, zaczepnie pokazuję skojarzenia z autorytetem poprzez 6 słów na literę A: autentyczny autor, autotelicznego akcentu, autonomicznej afirmacji…
No to pora na czytanie i samodzielne myślenie – Dziękujemy za te uwagi.
Rozmowa z prof. Lechem Witkowskim, IMPULS



Wysyłam...










Najnowsze komentarze