Wpisy otagowane nowości wydawnicze
Podręcznik Czesław Kupisiewicz na 9tkę!
maj 15th
Ocena recenzenta 9 na 10!
Od dawna mówi się również u nas o kryzysie na rynku podręczników akademickich. Oględnie mówiąc są nieciekawe, pisane „ciężkim” naukowym językiem, niedostosowane do potrzeb akademickiego nauczania.
Podręcznik akademicki zatytułowany „Z dziejów teorii i praktyki wychowania” autorstwa prof. Czesława Kupisiewicza opublikowany przez krakowską oficyną naukową zdecydowanie przeczy takim opiniom.
Kupisiewicz w sposób syntetyczny zebrał w nim wiedzę dotyczącą przemian i ewolucji wiedzy dotyczącej edukacji, wychowania a także kształtowania się teorii i praktyki pedagogicznej.
Nawiązuje w planie swojej pracy do kanonicznego już wzoru jakim było opracowanie przez prof. Tatarkiewicza syntetycznej historii filozofii a potem historii estetyki. Szczególnie zwięzłe ujęcia dokonań poszczególnych przedstawicieli historycznej myśli pedagogicznej wydają się z jednej strony łączyć w sobie encyklopedyczną precyzję, z drugiej zachęcają czytelników do samodzielnego pogłębienia swojej wiedzy. Myślę, że to przesłanie Kupisiewicza będące zachętą do samokształcenia leżało u podstaw powstania tej książki. Jasność wywodu uzupełnia świetna redakcja typograficzna. Od wyróżnień poszczególnych okresów pedagogicznej wiedzy historycznej, wytłuszczenia ważnych definicji w tekście, po układ materiału, który autor sugeruje pogłębić we własnym zakresie.
Całkowicie przychylam się do zdania recenzentów naukowych tej edycji prof. dr hab. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej i prof. Karola Poznańskiego, że jest to dzieło unikalne na polskim rynku podręczników akademickich. Gdyż dzięki interdyscyplinarnemu podejściu, książka ta może być pomocna nie tylko pedagogom, historykom wychowania lecz także psychologom, socjologom i filozofom. Skorzystają z niej oprócz studentów – nauczyciele akademiccy. Klarowny układ materiału sprzyja dydaktyce, a wiele pomocniczych podpunktów wytłuszczonych specjalnym oznakowaniem, sprawie wrażenie gotowych już konspektów.
Na niespełna trzystu stronach udało się Kupisiewiczowi zebrać, usystematyzować, zhierarchizować najważniejsze myśli, teorie czy szkoły dotyczące wychowania. Znakomicie zrealizował w swojej pracy założenia autorskiej serii” „Pedagogika nauce i praktyce”, której inicjatorem jest prof. dr hab. Bogusław Śliwerski.
Polecam z czystym sumieniem tym studentom, którzy szukają w zwięzłej wypowiedzi naukowej skondensowanego abstraktu, a także tym, którzy podążając tym tropem zechcą rozwinąć własne przemyślenia na ten temat.
Redakcja Portalu Księgarskiego będzie sekundować temu projektowi, gdyż w swoich założeniach spełnia wymogi nowoczesnego przekazu wiedzy służąc nie tylko nauce ale i akademickiej dydaktyce. Takie właśnie połączenie tych dwóch funkcji wydaje się być ze wszech miar nowatorskie a zarazem i praktyczne.
Gabriel Leonard Kamiński
http://www.ksiazka.net.pl/
Ocena recenzenta 9 na 10!
Profesor Czesław Kupisiewicz podjął się napisania pozycji, która ma przystępny charakter wprowadzający nie tylko dla studentów pedagogiki i nauczycieli, ale także wszystkich osób mających coś wspólnego z oświatą i edukacją. Ba, jest to książka atrakcyjna dla wszystkich czytelników zainteresowanych poszerzeniem horyzontów umysłowych i wiedzy o kulturze humanistycznej Zachodu.
Profesor Czesław Kupisiewicz podjął się napisania pozycji, która ma przystępny charakter wprowadzający nie tylko dla studentów pedagogiki i nauczycieli, ale także wszystkich osób mających coś wspólnego z oświatą i edukacją. Ba, jest to książka atrakcyjna dla wszystkich czytelników zainteresowanych poszerzeniem horyzontów umysłowych i wiedzy o kulturze humanistycznej Zachodu.
Nakładem Oficyny Wydawniczej „Impuls”, specjalizującej się w literaturze naukowej, ukazał się niedawno podręcznik akademicki „Z dziejów teorii i praktyki wychowania”. Autorem książki jest nestor polskiej pedagogiki, zwany „nauczycielem nauczycieli”, profesor Czesław Kupisiewicz.
Problem wychowania nie jest bowiem zagadnieniem błahym ani abstrakcyjnym. Wychowanie, jak definiuje autor, to „ogół czynności związanych z oddziaływaniem środowiska przyrodniczego i społecznego na człowieka, kształtujących jego osobowość i trwających przez całe życie.” Wychowanie nie ogranicza się zatem do okresu dzieciństwa i młodości, jest procesem trwającym permanentnie. Prawidłowe wychowanie może wzmacniać i stymulować podstawy funkcjonowania jednostek oraz społeczeństwa, a nawet powodować, że dana cywilizacja (jak na przykład antyczna cywilizacja grecka z jej ideałem kalokagatii), wznosi się na wyżyny ducha i twórczej ekspresji kulturowej. Nieprawidłowe zaś wychowanie, wynikające ze złych wpływów środowiska, może doprowadzić na przykład do przestępczości. Jak pisze Locke, jeden z wielu autorów omawianych przez Kupisiewcza: „Z dziesięciu ludzi, których spotykamy, dziewięciu jest tym, czym jest: złymi lub dobrymi, pożytecznymi lub szkodliwymi dla społeczeństwa – dzięki wychowaniu.”
Pierwsze wrażenie z czytelniczego obcowania z książką Kupisiewcza jest niezwykle przyjemne. Podręcznik jest atrakcyjny w lekturze, zawiera w sobie bardzo uporządkowany i oszczędny materiał. Każdy rozdział posiada wyszczególnione treści, streszczające tezy omawianych koncepcji i myślicieli, zawsze odnajdziemy również w danej partii tekstu zgrabne podsumowanie oraz słownik najważniejszych przywoływanych terminów. Zarazem książka posiada bardzo skondensowaną dawkę syntezy z dziejów całej zachodniej myśli pedagogicznej, dotyczącej teorii i praktyki wychowania.
Wrażenia po dłuższej lekturze książki Kupisiewcza także są pozytywne. Autor przeprowadza czytelnika, niczym Charon przez Styks, przez złożone i wielowątkowe dzieje myśli pedagogicznej oraz instytucji, zajmujących się wychowywaniem. Na kartach podręcznika pojawiają się zarówno postacie bardzo znane z filozofii i historii nauki – jak Platon, Arystoteles, św. Tomasz z Akwinu, czy Jean Rousseau, jak i te mniej znane, a mające również swój wkład w „wychowywanie” w kulturze zachodniej. Mowa tu chociażby o królu Wessexu – Alfredzie Wielkim, który odbudowywał oświatę w zniszczonej najazdami Anglii dziewiątego wieku. Okazuje się również z lektury podręcznika, że bez działalności oświatowej nie byłoby możliwe szerzenie różnych idei danej epoki – na przykład Marcin Luter niewiele by zdziałał w swoich działaniach reformacyjnych, gdyby nie zorganizowana aktywność edukacyjna Filipa Melanchtona.
Kupisiewcz uświadamia czytelnikowi, jak wielowiekowy i żmudny był rozwój dwóch podstawowych instytucji wychowawczych – rodziny i szkoły. Wzajemne relacje między tymi elementami stanowią również jeden z osiowych wątków tej książki. I tak w starożytnym Rzymie rola rodziny i wychowania moralnego była nie do przecenienia, ale towarzyszyło mu również powstanie pierwszych szkół, które autor datuje na 149. r. p.n.e. (wcześniejsza starożytna działalność Platońskiej Akademii i Liceum Arystotelesa miała charakter zbyt elitarny). Przypomina o początkach płatnego nauczania (grecki ruch sofistów), o rozwoju szkolnictwa w wiekach średnich (ideał nauk Artes Liberales, czy małe szkoły parafialne – zaczątek powszechnej edukacji elementarnej w nowożytności). Mało kto wie, że pierwszym twórcą systemu klasowo-lekcyjnego, tak oczywistego dziś, był Johann Sturm, uczeń wspomnianego Melanchtona.
W podręczniku przedstawiona jest interesująca panorama sporów pedagogicznych wokół teorii i praktyki wychowania. Czy należy prowadzić edukację raczej formalną i dyscyplinującą (co wciąż wydaje się dominuje w polskich szkołach), czy może edukację nastawioną na partnerską relację między uczniem a nauczycielem? Czy ważniejsze w wychowaniu są klasyczne nauki humanistyczne, czy realno-przyrodnicze? Jakie są różnice między wychowaniem a nauczaniem? Na te pytania Kupisiewcz nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, ale pokazuje jak historycznie zmieniały się różne stanowiska pedagogiczne. Interesujący jest również rozdział dotyczący współczesnej pedagogiki, pokazujący jak pluralistyczne są rozwiązania problemów wychowania. Nurt Nowego Wychowania, różne kierunki pedagogiki kultury, ale także i „twarde” propozycje wychowawcze badaczy behawioralnych, czy z kręgu naturalistycznego – wszystkie te koncepcje mają swoje miejsce w tym ponad trzystustronicowym podręczniku. Prawdziwa skarbnica myśli edukacyjnej, pokazująca również związki między filozofią a pedagogiką.
Książka Czesława Kupisiewicza nie jest niestety wolna od różnych błędów merytorycznych. Na stronie 18 podana jest nieprawidłowa data bitwy Filipa II Macedońskiego pod Cheroneją (w druku jest 474 rok, powinien być 338). Na tej samej stronie jest wzmiankowa „kultura myceńska”, podczas gdy autor ma na myśli z pewnością „kulturę mykeńską”. Na stronie 26 wymieniona są dwa różne dzieła Platona – „Rzeczpospolita” i „Państwo”, które są przecież tym samym dziełem. Na stronie 131 autor twierdzi, że nowożytny ruch religijny jansenizmu powstał w osiemnastym wieku, podczas gdy w rzeczywistości powstał stulecie wcześniej. Na stronie 139 autor przypisuje sentencję „Nie ma niczego w umyśle, czego wcześniej nie byłoby w zmyśle” Johnowi Locke’owi, podczas gdy jako pierwszy tę tezę wypowiedział Arystoteles. W książce zdarzają się również usterki chronologiczne – na przykład Pitagoras pojawia się po Arystotelesie, podczas gdy żył od niego znacznie wcześniej. W rozdziale poświęconym Diderotowi autor odwołuje się do Helwecjusza, który jest omówiony dopiero parę stron później. Wątpliwości budzą niektóre definicje przyjęte przez autora, np. że „ontologia określa cel życia człowieka” (s. 28) – to bardziej czyni normatywna etyka lub antropologia filozoficzna, niż ontologia zajmująca się opisem bytu metafizycznego. Jeszcze jedną uwagą krytyczną jaką moim zdaniem można zgłosić wobec podręcznika Kupisiewicza jest daleko idący europocentryzm tej pozycji. Skoro bowiem mowa o powszechnej syntezie poglądów na wychowanie w dziejach – dlaczego nie znalazły się tu krótkie chociaż rozdziały na temat edukacji w mandaryńskiej kulturze chińskiej, czy kastowym systemie braminów w Indiach?
Wszystkie te powyższe zarzuty nie mają jednak charakteru pierwszorzędnego, ani nie deprecjonują wysokich walorów dydaktycznych i akademickich recenzowanej publikacji. Można ją z czystym sumieniem polecić wszystkim osobom zainteresowanym nie tylko pedagogiką, ale przede wszystkim bogatą historią wychowania w kulturze zachodniej. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że jest to pozycja obowiązkowa na półce każdego polskiego inteligenta, pretendującego do erudycji humanistycznej.
Redakcja: Michał Przeperski
http://histmag.org/
Ewaluacja w stylu RACZEJ
cze 16th
Nowe zasady sprawowania nadzoru pedagogicznego nad szkołami w praktycznym wykonaniu osłabiają zamiary, jakie towarzyszyły ich wprowadzaniu w życie. Do szkół przychodzą ewaluatorzy, czyli wywiadowcy z kuratorium oświaty, których zadaniem jest sprawdzenie, jaka jest prawda o szkolnej rzeczywistości, kto ją reprezentuje i gdzie ona leży. Ponoć miały to być specjalnie przeszkolone osoby, z zapewne wizytatorskim doświadczeniem, żeby przypadkiem nauczyciele, uczniowie czy rodzice nie wciskali im kitu. w wyniku przeprowadzonej na miejscu lustracji, edukacyjnego dochodzenia, mającego na celu wykrycie mocnych i słabych stron placówki oświatowej, powinna powstać sumaryczna ocena, lokująca szkołę na jednym z kilku szczebli oświatowej drabiny, a że wejście na drabinę tak naprawdę zależy nie tylko od tego, kto to czyni, ale także od tego, kto i jak ją skonstruował, to i ocena szkół musi być wypadkową tych dwóch czynników.
Niestety, nauczycielom wmawia się, że to oni są sprawcami swojego losu i jak sobie pościelą, to w takich warunkach sobie popracują. Nikt dzisiaj nie ma czasu na to, by spokojnie, bez pośpiechu poobserwować zajęcia, jakie pedagodzy prowadzą z dziećmi, zęby porozmawiać z nimi i z ich uczniami o przebiegu lekcji, o tym, jak się przygotowywali do niej, co zamierzali osiągnąć, na co chcieli zwrócić szczególną uwagę, co ich zaskoczyło w trakcie jej realizacji, a czego im zabrakło, dzięki czemu spędzona z uczniami godzina mogłaby być bardziej interesująca, a ze względu na co nie udało się jeszcze zrealizować pewnych celów, itd., itd. Być może kilkukrotna obecność ewaluatora w szkole w trakcie zajęć, w czasie przerw międzylekcyjnych, prowadzonych działań pozaszkolnych i pozalekcyjnych, spotkania i szczere rozmowy z uczniami, ale przy okazji wspólnych z nimi zabaw czy realizowanych z nimi projektów dałyby więcej światła prawdy o procesach edukacyjnych, niż uwielbiany przez nadzór sondaż diagnostyczny.
Warto zatem przyjrzeć się drugiej stronie procesu ewaluacyjnego, czyli narzędziom, za pomocą których wizytatorzy usiłują ocenić jakość szkolnej edukacji. Jednym z nich jest kwestionariusz wywiadu ze skategoryzowanymi w nim odpowiedziami. To znaczy, że jego anonimowy autor (z kuratorium czy z MEN?) nie przewidział innej odpowiedzi na określone pytanie, aniżeli te, które sam wymyślił, albo jej sobie po prostu nie życzy. A że wymyślił, to nie ulega wątpliwości, bo z prawdą o szkole nie mają one nic wspólnego. Niestety, ewaluator przepyta nauczycieli z osobna i zaznaczy jedną, wskazaną przez nich odpowiedź. Co mają zrobić? Mogą co najwyżej wzruszyć ramionami i pokiwać z politowania głową, że muszą być konfrontowani z taką „nędzą epistemologiczną”. Na 36 pytań tylko 10 stanowią tzw. pytania otwarte, pozwalające nauczycielom na swobodną, szczerą wypowiedź na sformułowaną kwestię np.: w jaki sposób uczniowie uczestniczą we współtworzeniu i modyfikowaniu działań wychowawczych? Proszę podać przykłady; albo – Jakie zmiany w ofercie szkoły zostały wprowadzone, by umożliwić uczniom pełniejszy rozwój? Mądry nauczyciel i tak będzie wiedział, jak na te pytania odpowiedzieć, gdyż zawierają one w sobie częściowo poprawną odpowiedź. Trzeba zatem dopasować treść wypowiedzi do oczekiwań wizytatora. Papier jest cierpliwy, wszystko przyjmie. Ewaluator chyba też.
Natomiast 26 pytań, w dużej mierze mających charakter pytań rozstrzygnięcia, czyli zobowiązujących do udzielenia odpowiedzi – „tak” lub „nie” (czyli najmniej wartościowej poznawczo), dotyczy kwestii fundamentalnych. Kogo on jednak obchodzi? Oto na pytanie: Czy w szkole planu je się procesy edukacyjne? prosi się o wybór jednej odpowiedzi. To oczywiste, że w szkole „planuje się”, tak jak w domu „sprząta się”, w sklepie „kupuje się”, a w WC – „załatwia się”. Tylko po co komu taka odpowiedź? Inne pytanie jest bardziej genialne, bowiem brzmi tak: Czy szkoła zapewnia Panu(i) możliwość korzystania z potrzebnych podczas zajęć pomocy dydaktycznych? Tu także prosi się respondenta (nauczyciela) o udzielenie jednej odpowiedzi, ale spośród aż czterech możliwych! Oto one: zdecydowanie tak; raczej tak; raczej nie; zdecydowanie nie. Brawo! Autor! Autor! Autor! Niech się ujawni! Niech wytłumaczy, co mu przyjdzie z odpowiedzi, że „raczej tak” albo „raczej nie”.
Na czym polega zapewnienie przez szkołę (czyli przez kogo?) możliwości „raczej korzystania z potrzebnych podczas zajęć po mocy dydaktycznych? i na tej podstawie ma być wystawiona szkole ocena: A, B, C, D lub E? eeeeeee
źródło: EduFakty Nr 05 styczeń 2011
Jaki autorytet?
cze 16th
Autorytety nie giną. Giną ludzie zdolni je odkryć dla siebie. A to katastrofa w kulturze. JAKI AUTORYTET? wywiad z Lechem Witkowskim, autorem tomu „Wyzwania autorytetu w praktyce społecznej i kulturze symbolicznej”, Impuls, Kraków 2010.
Pańską pracę nasza Oficyna uznała za Książkę Roku 2010 i miała nominację do prestiżowej nagrody im. Jana Długosza na Targach Książki w Krakowie. Ma to dla Pana znaczenie?
Głównie to zaskoczenie i doping do pracy. Będzie drugi tom: Historie autorytetu, kultura i edukacja, z opisem postaci jak Miłosz, Witkacy, także Hegel, Jaspers i Ricoeur z filozofii. Interesują mnie typy autorytetu w historii socjologii, w Kościele. Omawiam wizje „zdrady klerków” i pułapkę świata bez autorytetów, jaką opisał Alfred Jarry w pamflecie „Ubu król”. Pokazuję 40 zabobonów z obiegowych skojarzeń z autorytetem.
Świetnie, ale może najpierw słowo o książce już powstałej i nagrodzonej?
Niechby sama mówiła za siebie. Ale jak już? Obalam w niej i toczę spory, rekonstruuję stanowiska – z filozofii: Arendt, Gadamer, z socjologii: Bauman, Sennett, z głośnych, a kontrowersyjnych: Habermas, Žižek, toczę boje z pedagogami i psychologami. Obnażam spory publicystów: jedni widzą sieć autorytetów, jako buforów społecznych, inni sitwę czy „salon” uzurpatorów. Autorytet nie ma statusu nieomylności, ani nie podlega zakazowi krytyki. Bywa niebezpieczny, tym bardziej trzeba umieć się z nim zderzyć. Odrzucenie czy bezkrytyczny posłuch to nie są reakcje sensowne kulturowo. Niszczą potencjał budzenia odwagi do mierzenia się z najlepszymi. Także aby ich przekroczyć…
Aż się boję zapytać o definicje i kluczowe ustalenia…
Napisałem ponad 500 stron, a i to za mało. Stąd druga odsłona, większa. Może trzy obrazki. Autorytet to nie kwestia gestów uznania i deklaracji, władzy, czy wpływu, ale wartościowe odniesienie w intymnej relacji, o której zaświadcza poczucie długu wdzięczności i jakość potrzeby dialogu. To nie autorytaryzm i autorytarność, te zjawiska są zaprzeczeniem autorytetu symbolicznego, jako cennego odniesienia, dającego do myślenia, a nie z niego wyręczającego. Po drugie, brak autorytetów w czyimś polu widzenia kultury to skaza sposobu patrzenia i przeżywania, a nie skutek pustki w świecie znaczeń. Znaczenia nie giną, najwyżej ślepną na nie ludzie. Nauczyciele, także akademicy, psują często wartość tradycji na które się powołują, rytualizując pozór obecności wielkich autorów, myślicieli, twórców, sami wobec nich bezradni. Kulturę wtedy redukują do atrap. I wreszcie, zaczepnie pokazuję skojarzenia z autorytetem poprzez 6 słów na literę A: autentyczny autor, autotelicznego akcentu, autonomicznej afirmacji…
No to pora na czytanie i samodzielne myślenie – Dziękujemy za te uwagi.
Rozmowa z prof. Lechem Witkowskim, IMPULS



Wysyłam...










Najnowsze komentarze