Jestem zwolennikiem pedagogiki humanistycznej, a więc wszystkich tych nurtów i teorii, modeli i praktyk, które są po stronie dziecka” – rozmowa z prof. Bogusławem Śliwerskim

 

Prezentujemy wywiad z prof. Bogusławem Śliwerskim profesorem zwyczajnym Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie oraz Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie; członkiem Prezydium Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów (2013-2016); przewodniczącym Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

 

Ostatnio wydał m.in.: Podstawowe prawidłowości pedagogiki (2011), Klinika akademickiej pedagogiki (2011); Teoretyczne i empiryczne podstawy samowychowania (Kraków 2010); Myśleć jak pedagog (Gdańsk 2010); Pedagogika. Subdyscypliny i dziedziny wiedzy o edukacji, tom 4, (red. Gdańsk 2010); Edukacja alternatywna w XXI wieku, (współred. Z. Melosik, Kraków 2010); Teoretyczne podstawy edukacji alternatywnej (red. Kraków 2009); Współczesna myśl pedagogiczna. Znaczenia. Klasyfikacje. Badania, (Kraków 2009); Problemy współczesnej edukacji. Dekonstrukcja polityki oświatowej III RP, (Warszawa 2009).

Zainteresowania naukowe: pedagogika ogólna, filozoficzne i teoretyczne podstawy wychowania, pedagogika porównawcza, andragogika i pedagogika (wczesno)szkolna.

Adres bloga: www​.sliwerski​-pedagog​.blogspot​.com (założony 15 lipca 2007 r. )

Redakcja Portalu Księgarskiego: – Jest Pan autorem ponad dwudziestu prac naukowych poświęconych w większości problemom polskiej edukacji, m.in.:Wyzwania pedagogiki krytycznej i antypedagogiki, Edukacja w wolności, Pedagogika alternatywna – dylematy teorii, a ostatnio dwóch tomów „Pedagogika alternatywna”. Postulaty, projekty i kontynuacje – T I i II.

Moje pytanie brzmi dlaczego polska edukacja wlecze się w ogonie Europy, dlaczego eksperymentuje się na jej żywym ciele? Czyżby decydenci, politycy, pedagodzy pracujący w MEN nie brali pod uwagę głosu ludzi nauki? Z czego  wynika, ten brak synergii między kadrą naukową a pracownikami ministerstwa oświaty?

Prof. Bogusław Śliwerski:
– W ciąg roku pojawia się na polskim rynku wydawniczym kilkaset książek naukowych  pedagogiki i kilka tysięcy artykułów, a przecież trudno jest znaleźć związek sprawczy między ich treścią a realiami oświatowego życia.  Nauki o wychowaniu  nie są od tego, by wywierać bezpośredni wpływ na rzeczywistość, ale by ją diagnozować, poznawać, weryfikować różne teorie, modele  i mity o wychowaniu czy kształceniu. Od zarządzania oświatą są w państwie demokratycznym politycy.

O ile jeszcze nie zdarzyło się, by resortem zdrowia nie zarządzał lekarz, o tyle w przypadku oświaty mieliśmy już przedstawicieli wielu, pozanauczycielskich zawodów, bo na wychowaniu zna się każdy.
Polska pedagogika po transformacji ustrojowej podjęła bardzo głębokie badania  z perspektywy krytycznej, by odsłonić istniejące w strukturach władzy oświatowej i placówkach edukacyjnych przejawy szeroko pojmowanej przemocy. Politycy zaczęli to postrzegać jako atak na władzę, a nie na patologiczne i patogenne zjawiska, stąd zaczęli się izolować od świata nauki, unikać kontaktów z młodym pokoleniem naukowców i lekceważyć starszą generację, jako “skażoną oparami socjalizmu”.  Te światy musiały się rozejść i po dzień dzisiejszy nie są w stanie ze sobą współpracować, bo mają częściowo sprzeczne oczekiwania. Władza chce wszystko normalizować, standaryzować, ujednolicać,  nie znosi krytyki, oceniania, “patrzenia jej na ręce”, naukowcy zaś dociekają prawdy, tworzą modele, które muszą wykraczać poza ustanawiane przez partie granice, bo edukacja nie powinna być zawłaszczana przez wąskie grono zwycięskich ugrupowań politycznych, gdyż jest dobrem ogólnym, całego narodu, społeczeństwa. Takiego punktu widzenia nie chcą przyjąć w MEN, bo  tam traktuje się władztwo centralne nad edukacją jako środek do realizowania partykularnych, a nie ogólnonarodowych interesów społecznych, nawet przeciwko części społeczeństwa (vide – spór o sześciolatki w szkołach).

Red.: -Pana głos, a czytałem i recenzowałem kilka Pana książek, jest bardzo krytyczny i wyrazisty jeśli chodzi o stan polskiej edukacji czy pedagogiki na tle innych wypowiedzi. Czy mając własne wydawnictwo łatwiej jest przebić się ze swoimi racjami do tzw. opiniotwórczych środowisk, czy dalej obowiązuje model „polskiego piekiełka”?

Prof. Bogusław Śliwerski: – Tu jest Pan w błędzie, gdyż Wydawnictwo nie jest moją własnością. Często nie wiem, jakie tytuły są w nim przygotowywane do druku. Jest ono zatem tak samo moim, jak i Pańskim. To, że kieruje nim mój brat, nie rzutuje w żadnej mierze na jego suwerenną działalność wydawniczą. Sam często czekam w kolejne na wydanie mojej książki w “Impulsie”. Natomiast niewątpliwie swoimi recenzjami wydawniczymi, o które zwracają się do mnie albo autorzy, ich pracodawcy, albo mój brat tworzą zaplecze dla możliwych przemian oświatowych. Generalnie jestem zwolennikiem pedagogiki humanistycznej, a więc wszystkich tych nurtów i teorii, modeli i praktyk, które są po stronie dziecka jako istoty słabszej w relacjach z dorosłymi, a przecież mającej swoją godność, odkrywającej i kształtującej swoją tożsamość, suwerenność fizyczną i duchową. W tym sensie zachęcanie Wydawcy do opublikowania przekładów literatury obcej czy promowanie rodzimych studiów z tego nurtu staje się “kamyczkiem”, dzięki któremu – ma nadzieję -   spadnie na dno pedagogika przemocy, toksyczna, fundamentalistyczna w sensie ideologicznym.

Red.: -Wiele z Pańskich prac zawiera  w tytule nazwę:  „edukacja alternatywna”, „pedagogika alternatywna”. Co to znaczy dla Pana? Alternatywna wobec czego? Systemu nauczania, unijnych zaleceń czy też  obowiązującej praktyki?

Prof. Bogusław Śliwerski: -W państwie totalitarnym, jak i w centralistycznie zarządzanym systemie oświatowym (jak ma to miejsce – niestety – w III RP) edukacja alternatywna to taka, która jest inną od dominującej, narzucanej, powszechnie  obowiązującej. W społeczeństwa otwartych, w państwach demokratycznych gwarantowane jest prawo do różnicy – (świato-)pogladów, teorii, filozofii, praktyk itd., itd. bo i ludzkość jest  zróżnicowana wewnętrznie, kulturowo, psychospołecznie, ekonomicznie,  itp. Upomnienie się o pedagogikę alternatywną jest niczym innym jak wezwaniem polityków i praktyków do poszanowania różnicy, inności przy dostrzeganiu i tworzeniu wspólnego mianownika kulturowego, w obrębie którego każdy miałby prawo do istnienia i rozwoju, do samorealizacji, i to nie kosztem innych czy przeciwko innym, ale z nimi lub obok nich.

Red.: -Jest Pan znanym działaczem harcerskim. Napisał Pan książkę o „Przyrzeczeniu harcerskim”. Czy czasem polska edukacja, pedagogika nie padła ofiarą braku autorytetu. I to autorytetu tak wśród decydentów, jak i zwykłych nauczycieli, którzy z jednej z strony „związani” decyzjami kuratorium, MEN czy ambicjami dyrektora z drugiej pragną chociażby częściowo realizować swoje pomysły. Ale albo nie mają na to już siły, albo wykazują postawę „biernego” przetrwania?

Prof. Bogusław Śliwerski: -Już nieco o tym wspomniałem, że polska polityka oświatowa zdradziła ideały i wartości solidarnościowego ruchu lat 1980-1989. Nie potrafiliśmy, jako całe społeczeństwo, udźwignąć ciężaru WOLNOŚCI I ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA DOBRO WSPÓLNE (jak przewidywał to ks. prof. Józef Tischner). Walka o przeżycie w nieustannych kryzysach  gospodarczych, politycznych czy społecznych odwraca uwagę ludzi od tego, co powinno ich łączyć. wkrótce ukaże się w “Impulsie” moja najnowsza książka, która jest pierwszym w skali kraju raportem z badań  nad pseudo uspołecznieniem szkolnictwa publicznego w III RP. Odsłaniam w niej kulisy pozoru i mistyfikacji demokratyzacji z udziałem edukacji publicznej.

Red.: -Jak Pan ocenia sytuację takich inicjatyw wydawniczych – jak Pańska Oficyna wydawnicza Impuls. Czy łatwo jest w takich nieprzewidywalnych warunkach rynkowych czy też anty rynkowych realizować własne pomysły czy  idee?

Prof. Bogusław Śliwerski: To pytanie jest do mojego brata. Ja jestem naukowcem. Nie mam żadnych związków formalnych i pozaformalnych z zarządzaniem Oficyną. Jestem dumny  z tego, że z początkowo małej oficyny, funkcjonującej  w skali absolutnego ryzyka i dominacji wielkich postsocjalistycznych wydawnictw z potężnym kapitałem postpeerelowskiej nomenklatury,  powiodło się mojemu bratu nie tylko utrzymanie własnego projektu oświatowego, ale i rozwinięcie jego akademickich “skrzydeł”, dzięki czemu służy ono nie tylko karierom indywidualnych naukowców, nauczycielom, wychowawcom, instruktorom,  ale i instytucjom edukacyjnym na różnych poziomach i w różnych środowiskach ich działania. Jest to piękne połączenie teorii z praktyką, które funkcjonuje obok polityki. Ta bowiem może z tego skorzystać, ale nie musi.  Pedagogika  szerokim tego słowa znaczeniu na szczęście już dawno wyzwoliła się z pęt monoidelogicznej władzy, a Oficyna Wydawnicza “Impuls” doskonale  dokumentuje to setkami rozpraw naukowych i metodycznych.

 

Red.: -Dziękuję Panu z rozmowę!

Z prof. Bogusławem Śliwerskim
rozmawiał Gabriel Leonard Kamiński